czwartek, 15 sierpnia 2019

Droga do II wojny światowej. Cz. 1

Dzisiaj obchodzimy Święto Wojska Polskiego. Niezawodne media publiczne w sposób należyty wypełniły swoją misję informując o licznych uroczystościach.
Nie ma więc potrzeby aby dublować zagadnienia kolejnym materiałem. Przypomnimy to, co również wydarzyło się 15 sierpnia, tyle że 1939 r. Tego dnia ambasador niemiecki w Moskwie Friedrich-Werner von der Schulenburg wręczył ludowemu komisarzowi spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesławowi Mołotowowi memorandum niemieckie w sprawie stosunków z ZSRR. We wstępie czytamy:

Friedrich-Werner von der Schulenburg (fot. wikipedia)

Przeciwieństwa między światopoglądem narodowosocjalistycznych Niemiec i światopoglądem ZSRR były w minionych latach jedyną przyczyną, że Niemcy i ZSRR stały na przeciwstawnych i wzajemnie zwalczających się pozycjach. Z rozwoju [wydarzeń] w ostatnim okresie - jak widać - wynika, że różne światopoglądy nie wykluczają rzeczowych stosunków między oboma państwami i możliwości odbudowy dobrej wzajemnej współpracy. W ten sposób okres zewnętrznych sprzeczności politycznych mógłby skończyć się raz na zawsze i mogłaby otworzyć się droga ku nowej przyszłości dla obu krajów.

Ta nowa droga otworzyła się kilka dni później i jest powszechnie znana jako pakt Ribbentrop-Mołotow.

Wojny zawsze wybuchają konkretnego dnia, ale swoje przyczyny mają usytuowane znacznie wcześniej niż dzień ich rozpoczęcia. Podobnie jest z II wojną światową.
Nie będziemy tutaj precyzyjnie poszukiwać momentu, kiedy taka decyzja zapadła. Przybliżymy jedynie czasowy układ faktów i wydarzeń od chwili, kiedy wojna wydawała się już sytuować na granicy prawdopodobieństwa z pewnością.
Zachód Europy do momentu złamania przez Hitlera postanowień porozumienia monachijskiego jeszcze zdawał się żyć iluzją, iż apetyt Niemiec został zaspokojony na dłuższy czas. Od Monachium nie minęło nawet pół roku i okazało się, że było to założenie błędne. Nie tylko Sudety ale cała Czechosłowacja, w takiej bądź innej formie, została podporządkowana Niemcom.
Tylko jedna strona monachijskiego kompromisu była do nadchodzącej wojny przygotowana należycie. W połowie marca 39 r. geopolityczni realiści już widzieli kolejny cel niemieckiej agresji. I wbrew pozorom nie była to Polska.
Chyba najlepiej zdawano sobie z tego sprawę w Londynie, a nawet w Paryżu.
W takich okolicznościach oczywiście da się zrozumieć, wydawałoby się naiwną, przemowę brytyjskiego premiera Chamberlaina w Izbie Gmin z 31 marca 39 r..

Neville Chamberlain (fot. wikipedia)

„Z przyjemnością korzystam z tej sposobności, by ponownie określić ogólne zasady polityki Rządu Jego Królewskiej Mości. Bronił on stale zasady regulowania wszelkich nieporozumień, jakie by mogły powstać między stronami, w drodze swobodnych negocjacji. Rząd w dalszym ciągu uważa, że jest to naturalny i właściwy sposób regulowania istniejących nieporozumień. Jego zdaniem nie ma żadnej kwestii nie dającej się rozstrzygnąć w sposób pokojowy, toteż nie widzi usprawiedliwienia, dla zastąpienia metody negocjacji przez siłę lub groźbę jej użycia. Jak Izbie wiadomo, obecnie są w toku pewne konsultacje z innymi rządami. Pragnąc jak najlepiej wyjaśnić stanowisko Rządu Jego Królewskiej Mości w czasie, zanim konsultacje będą zakończone, muszę poinformować Izbę, że w ciągu tego okresu na wypadek jakichkolwiek działań wojennych mogących wyraźnie zagrozić niepodległości Polski i które by Rząd Polski uznał zatem za konieczne odeprzeć przy użyciu swych narodowych sił zbrojnych, Rząd Jego Królewskiej Mości będzie się czuł zobowiązany do udzielenia Rządowi Polskiemu natychmiastowego poparcia, będącego w jego mocy. Dał też Rządowi Polskiemu zapewnienie pod tym względem.Mogę dodać, że Rząd Francuski upoważnił mnie do wyjaśnienia, że jego stanowisko w tej sprawie jest takie samo, jak stanowisko Rządu Jego Królewskiej Mości”.

W Warszawie brytyjsko-francuska oferta spotkała się z bardzo życzliwym podejściem. Minister Spraw Zagranicznych Józef Beck błyskawicznie udał się do Londynu i już 6 kwietnia 39 r. zrodził się pierwszy owoc zbliżenia Warszawy z Londynem. We wspólnym komunikacie stron polskiej i brytyjskiej, czytamy:
  
Józef Beck (fot. wikipedia)

„Rozmowy z p. Beckiem objęły szeroki zakres zagadnień i wykazały całkowitą zgodność obu Rządów co do pewnych zasad ogólnych. Uzgodniono, że oba kraje gotowe są zawrzeć układ o charakterze trwałym i wzajemnym, który by zastąpił obowiązujące obecnie, tymczasowe i jednostronne gwarancje udzielone Rządowi Polskiemu przez Rząd Jego Królewskiej Mości. P. Beck dał Rządowi Jego Królewskiej Mości zapewnienie, że w toku zawierania trwałego układu Rząd Polski będzie się uważał za zobowiązany do udzielenia pomocy Rządowi Jego Królewskiej Mości na tych samych warunkach, jakie są zawarte w czasowej gwarancji udzielonej już Polsce przez Rząd Jego Królewskiej Mości. Tak samo jak czasowa gwarancja, tak również i układ trwały nie będzie skierowany przeciw żadnemu innemu krajowi, lecz będzie miał wyłącznie na względzie zapewnienie W. Brytanii i Polsce wzajemnej pomocy w wypadku, gdyby niepodległość tych krajów została bezpośrednio lub pośrednio zagrożona. Uznano, że niektóre sprawy, a między innymi sprawa dokładnego określenia rozmaitych sposobów, w jakich konieczność niesienia pomocy może wyniknąć, wymagać będą dalszego zbadania zanim zawarty zostanie trwały układ. Uzgodniono, że powyższe postanowienia nie będą mogły stanowić przeszkody w zawarciu przez każdy z tych Rządów porozumień z innymi krajami w ogólnych interesach konsolidacji pokoju”.

Zróbmy pierwsze małe podsumowanie. W ciągu tygodnia Polska stała się więc gwarantem bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii. Tak, nie ma w tym żadnej pomyłki. Bo o ile Polska miała realne możliwości do wypełnienia swojego zobowiązania, to gwarancja Londynu mogła być odbierana jedynie jako pisanie palcem po wodzie. O tym jak porozumienie polsko-brytyjskie zostało odebrane w Berlinie i Moskwie będzie przybliżone w kolejnym odcinku.

środa, 5 czerwca 2019

Okrągły stół z kantami cz.7

Poprzednie...

Wyniki I tury wyborów do Sejmu i Senatu w czerwcu 1989 r., przy 62 % frekwencji, powszechnie są odbierane jako zdecydowane zwycięstwo opozycji solidarnościowej i klęska obozu rządzącego. I jest to wniosek radykalnie błędny. Okazało się, że karty były na „szlemika” a drużyna Wałęsy ugrała licytowane dwa, no może trzy, karo. I te darowane w „okrągłostołowej” licytacji ochłapy do dzisiaj przedstawiane są jako wielki sukces.  
Ze spraw istotnych to pojawił się problem z listą krajową. Jedyny ból głowy strony rządowej. Szybko rozwiązany, przyjdzie czas opiszemy to szerzej.
Lokalny sukces, chodzi o okręg skierniewicki nr 88 do którego należała Rawa, był taki, że z kretesem w wyborach do Senatu przepadł tow. Leszek Miller, były I sekretarz KW PZPR w Skierniewicach. To taki triumf na otarcie łez, bowiem po tych wyborach generalnie towarzyszom żyło się lepiej. "Kapitał” Marxa przykryty grubą warstwą kurzu na półce zamienili na kapitał realny. Szybko się okazało, że nikt nigdy nie był takim fanem własności, jak ex-komuniści.


Poniżej „wyciąg” z wyników wyborów na bazie komunikatów Państwowej Komisji Wyborczej. Wpierw w skali ogólnopolskiej, na końcu są wyniki lokalne z list obwodu skierniewickiego (w szczegółach jeszcze do nich niedługo powrócimy). 


Plakat wyborczy

Obwieszczenie Państwowej Komisji Wyborczej o wynikach głosowania i wynikach wyborów do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej

Dnia 4 czerwca 1989 r. odbyły się wybory do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Wybierano 460 posłów, w tym 425 spośród 1.682 kandydatów – w 108 okręgach wyborczych oraz 35 posłów z krajowej listy wyborczej.
Wybory przeprowadziły: Państwowa Komisja Wyborcza, 108 okręgowych komisji wyborczych, 23 353 obwodowe komisje wyborcze, w skład komisji weszło 231 478 obywateli.
Liczba uprawnionych do głosowania wynosiła 27.362.313 osób. (…)
Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza, że w wyborach do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, przeprowadzonych dnia 4 czerwca 1989 r. w obrębie 262 mandatów, nie dokonano wyboru posła z powodu nieuzyskania wymaganej liczby głosów przez żadnego z kandydatów. Do mandatów tych zostanie przeprowadzone dnia 18 czerwca 1989 r. ponowne głosowanie.
Państwowa komisja Wyborcza stwierdza, że w wyborach do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przeprowadzonych dnia 4 czerwca 1989 r. następujący kandydaci na posłów wybieranych z krajowej listy wyborczej otrzymali więcej niż połowę ważnych głosów i wybrani zostali na posłów do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej X kadencji:
1. Kozakiewicz Mikołaj.
2. Zieliński Adam.
Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza, że w wyborach do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przeprowadzonych 4 czerwca 1989 r. ogółem wybrano 165 posłów.

Dnia 4 czerwca 1989 r. odbyły się wybory do Senatu polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
W 49 okręgach wyborczych stanowiących obszar województw wybierano 100 senatorów spośród 555 kandydatów.
Wybory przeprowadziły: Państwowa Komisja Wyborcza, 49 wojewódzkich komisji wyborczych, 23 353 obwodowych komisji wyborczych, w skład komisji weszło 230 475 obywateli.
Liczba uprawnionych do głosowania wynosiła 27.362.313 osób. (…)
Państwowa komisja Wyborcza stwierdza, że w wyborach do Senatu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przeprowadzonych dnia 4 czerwca 1989 r. z powodu nieuzyskania wymaganej liczby głosów przez kandydatów, nie obsadzono 8 mandatów senatorów w 6 okręgach wyborczych; do mandatów tych zostanie przeprowadzone dnia 18 czerwca 1989 r. ponowne głosowanie.

Plakat wyborczy

Województwo Skierniewickie Okręg wyborczy nr 88 - Sejm
Mandat Nr 341 – Oddano 140.919 głosów ważnych. (…)
Mandat Nr 342 – Oddano 144.887 głosów ważnych. (…)
Mandat Nr 343 – Oddano 148.628 głosów ważnych. (…)
Mandat Nr 344 – Oddano 140.579 głosów ważnych.
1. Szadkowska Grażyna – 12.827 czyli 9,12 proc. głosów ważnych.
2. Szwajkosz Ireneusz Marek – 2.002 czyli 1,42 proc. głosów ważnych.
3. Urbanowicz Anna – 100.708 czyli 71,64 proc. głosów ważnych.
4. Wilk Zbigniew Jan – 9.314 czyli 6,63 proc. głosów ważnych.
5. Woźniak Ryszard – 3.397 czyli 2,42 proc. głosów ważnych.
6. Zobel Eugeniusz – 3.744 czyli 2,66 proc. głosów ważnych.
Mandat Nr 345 – Oddano 151.452 głosów ważnych.
1. Bednarkiewicz Maciej – 105.280 czyli 69,51 proc. głosów ważnych.
2. Grzybowski Kazimierz – 13.589 czyli 8,97 proc. głosów ważnych.
3. Olejniczak Antoni – 16.871 czyli 11,14 proc. głosów ważnych.
Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza, że w wyborach do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, przeprowadzonych dnia 4 czerwca 1989 r. następujący kandydaci na posłów wybieranych w okręgach wyborczych w obrębie mandatu, do którego zostali zgłoszeni – otrzymali więcej niż połowę ważnych głosów i wybrani zostali na posłów do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej X kadencji.
Mandat Nr 344 – Urbanowicz Anna
Mandat Nr 345 – Bednarkiewicz Maciej.  

Województwo Skierniewickie - Senat
Oddano 151.909 głosów ważnych:
1. Brzozowski Andrzej Janusz – 8.522 czyli 5,61 proc. głosów ważnych.
2. Gnat Edward – 13.725 czyli 9,04 proc. głosów ważnych.
3. Jackowski Marian – 7.255 czyli 4,78 proc. głosów ważnych.
4. Miller Leszek – 30.115 czyli 19,82 proc. głosów ważnych.
5. Pyziołek Edward – 106.020 czyli 69,79 proc. głosów ważnych.
6. Rokicki Zbigniew – 98.355 czyli 64,75 proc. głosów ważnych.
7. Rutkowski Wojciech Tadeusz – 9.988 czyli 6,58 proc. głosów ważnych.
Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza, że w wyborach do Senatu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przeprowadzonych dnia 4 czerwca 1989 r. następujący kandydaci na senatorów otrzymali więcej niż połowę ważnych głosów i wybrani zostali na senatorów do Senatu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
1. Pyziołek Edward.
2. Rokicki Zbigniew.

Źródło: Dziennik Łódzki z 9 czerwca 1989 r., nr 134

Okrągły stół z kantami cz. 6

Poprzednie...

Przygotowania do „Okrągłego Stołu”, a także przebieg obrad i wybory z 4 czerwca 1989 roku, nie mogły pozostać poza zainteresowaniem organizacji polonijnych, i przede wszystkim Rządu Rzeczypospolitej na Uchodźstwie. Warto przypomnieć oświadczenie rządu z 10 maja 1989 r., a także Rezolucję Rady Narodowej R.P. z 10 czerwca 1989 r.


Godło Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1956-90 (fot. Wikipedia) 

Oświadczenie Rządu – Emigracja niepodległościowa wobec wyborów w PRL
W wyniku tzw. „porozumienia przy okrągłym stole”, w czerwcu br. mają się odbyć wybory do Sejmu i do Senatu o bardzo ograniczonej roli. Pozostawienie 65% Sejmu w rękach komunistycznego reżymu, narzuconego Polsce w Jałcie przez Sowiety, stanowi zaprzeczenie demokracji, dla której przywrócenia olbrzymie rzesze Polaków wybrały los politycznego uchodźstwa. Nawet o 35% mandatów, przeznaczonych dla wolnych wyborów, ubiegać się będą kandydaci reżymu. Co więcej, doświadczenie Mikołajczyka i Polskiego Stronnictwa Ludowego przeszło 40 lat temu i „Solidarności” blisko 8 lat temu utwierdzają nas w przekonaniu, że komunistom nie można wierzyć. Zachodzi więc obawa, że nawet przyobiecane, częściowo wolne, wybory do Sejmu i pozornie całkowicie wolne wybory do Senatu mogą być bądź sfałszowane bądź utrudnione. Wypróbowana służba bezpieczeństwa, wojsko PRL i ciągle obecne zbrojne oddziały Armii Czerwonej zapewniają możność samowoli reżymu bez względu na podpisane porozumienie.
Wobec takich niebezpieczeństw. Rząd R.P. na Uchodźstwie, będący strażnikiem suwerenności i praw narodu polskiego do wolności i pełnej demokracji, poczytuje za swój obowiązek, aby ostrzec niepodległościowe uchodźstwo przed nawoływaniami do wzięcia udziału w czerwcowych wyborach i do finansowego poparcia akcji przedwyborczej. Ostrzegamy zwłaszcza przed udziałem w głosowaniu organizowanym dla emigracji i przez konsulaty PRL. Jest to groźna próba zniszczenia niepodległościowego uchodźstwa. Ostrzegamy również przed udziałem w zbiórkach pieniężnych, organizowanych w tym celu przez czynniki nie odpowiedzialne i nie kontrolowane przez polityczną emigrację.
W sytuacji, kiedy zapadła decyzja wzięcia udziału w tych nie demokratycznych wyborach, w interesie narodu leży sukces „Solidarności” i innych kandydatów niezależnych. Z drugiej strony, rozumiemy stanowisko tych ugrupowań, które odmawiają udziału w wyborach. Decyzja w tej sprawie powinna opierać się na osobistej ocenie i sumieniu politycznym. Ruchom wolnościowym w Kraju i w szczególności kandydatom niezależnym należy się nasza pomoc. Źródłem naszej finansowej pomocy dla Kraju jest Skarb Narodowy i Fundusz Pomocy Krajowi. W obecnej trudnej dla Polski sytuacji politycznej apelujemy do wszystkich rodaków na obczyźnie o zwiększenie świadczeń na te właśnie instytucje.
Londyn, 10 maja 1989 roku
Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie

Kazimierz Sabbat – Prezydent i Premier RP w latach 1986-89 (fot. Wikipedia)

Rezolucja Rady Narodowej R.P. z dnia 10 czerwca 1989 roku w sprawie sytuacji w kraju.

Rada Narodowa R.P. na posiedzeniu w dniu 10 czerwca 1989 roku, otwierającym jej nową kadencję, uchwaliła następującą Rezolucję:

1. Rada Narodowa R.P. stwierdza, że zmiany polityczne w PRL i wybory do Sejmu i Senatu, przeprowadzone na podstawie „porozumienia przy okrągłym stole” między komunistyczną władzą a tzw. „konstruktywną opozycją” z „Solidarnością” na czele, świadczą o narastającym kryzysie reżimu i o zbliżającej się całkowitej klęsce komunizmu w Polsce.

2. Rada Narodowa R.P. wita z radością rozszerzenie w Kraju marginesu wolności i ufa, że opozycja wykorzysta go w interesie całego Narodu w dalszej walce o obalenie dyktatu jałtańskiego.

3. Ponieważ dotychczasowe osiągnięcia „Solidarności” i opozycji są jeszcze dalekie od celów, o które walczymy na uchodźstwie, Rada Narodowa R.P. wzywa rodaków w wolnym świecie do zwiększenia wysiłków politycznych i materialnych na rzecz przywrócenia Ojczyźnie całości, prawdziwej demokracji, sprawiedliwości, wolności i nade wszystko Niepodległości.

4. W związku z odbywającą się obecnie wizytą Wojciecha Jaruzelskiego w W. Brytanii, Rada Narodowa R.P. oświadcza, że nie ma on żadnego prawa do reprezentowania narodu polskiego.

Ponadto Rada Narodowa R.P. powzięła następujące uchwały:

1. Kierującemu wysiłkami obozu niepodległościowego Rządowi R.P. na Uchodźstwie Rada Narodowa R.P. wyraża pełne zaufanie i życzy powodzenia w jego trudnym i odpowiedzialnym zadaniu w chwili obecnej.


2. Rada Narodowa R.P. potępia zbrojny atak chińskich władz komunistycznych na bezbronną ludność chińską z młodzieżą akademicką i robotniczą na czele, która w pokojowych demonstracjach domagała się wolności i demokracji.

Źródło: Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, Londyn, dnia 29 czerwca 1989 roku, No. 4




Okrągły stół z kantami cz. 5

Poprzednie...

W III części przytoczyliśmy następująca wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, zamieszczoną w „Lewym czerwcowym":

Władza przystępuje do okrągłego stołu. Z jaką kalkulacją?
Taką, że oddanie części władzy legitymizuje cały układ wewnętrznie i wobec Zachodu.

Wobec Zachodu, ale także i pozostałych państw, w tym tych usytuowanych w sowieckim obozie,  wypełnienie tego celu leżało m.in. w gestii socjalistycznej dyplomacji. Dyplomacja ta, żeby sprostać zadaniu, musiała być informowana na bieżąco o biegu wydarzeń oraz rządowych planach związanych z negocjacjami przed i w trakcie „Okrągłego Stołu”. Szyfrogramy rozsyłane z Warszawy do placówek dyplomatycznych są więc cennym źródłem informacji.
Poniżej dwa przykłady szyfrogramów dowodzące, że dyplomacja, co jest naturalne, wiedziała „więcej i lepiej” nie tylko w odniesieniu do przeciętnego obywatela PRL-u, ale często też i aktywnego w „dziejowym procesie” uczestnika opozycji. 

Ojciec chrzestny praworządności zgodnej z normami EU (fot. Wikipedia)
  
„Warszawa, dn. 14.01.1989 r.
Szyfrogram Nr 397
Przyjęto w Wydziale Szyfrowym dn. 89.01.14 godz. 10.10
Tajne
Pilna
Szefowie placówek według załączonego rozdzielnika
Serwis DPI
Do Waszej wiadomości

1. Zakłada się, że II część plenum zajmie polityczne stanowisko wobec pluralizmu umożliwiające – pod określonymi warunkami – legalne tworzenie w zakładach pracy Solidarności w oparciu o ustawę o zw[wiązkach] zawodowych z 1982 r., jeśli działacze b[yłej] „S” zaakceptują za okrągłym stołem wspólną platformę wyborczą, strukturę polityczną przyszłego Sejmu i dadzą „gwarancje” konstruktywnego funkcjonowania pluralizmu politycznego i związkowego.
Toczą się obecnie w tej sprawie rozmowy z „S”. Przewiduje się, że po plenum dojdzie do spotkania przy „o[krągłym] s[tole]”.
Przyjęto koncepcję przyspieszenia terminu wyborów do Sejmu. W jego przyszłym składzie konstruktywna opozycja może być szerzej reprezentowana.
2. Plenum podejmie ważne decyzje ws. roli i sposobów działania PZPR w nowej sytuacji, łącznie z poważną reorganizacją aparatu KC.
3. Kroki te podejmowane są w nowej sytuacji, gdy władza dysponuje poważnymi atutami: poparcie dla nowego rządu, korzystna ewolucja stanowiska Wałęsy i opozycji skupionej wokół niego, realizowany program radykalnych reform. Poprzez ew. udział w Sejmie i w ramach legalnych struktur opozycja „oswoi się z władzą”.
Taki rodzaj porozumienia ma przeciwników: fundamentaliści w „S” /grupa Gwiazdy i Jurczyka/, z drugiej strony – niektóre koła w OPZZ /oświadczenie Martyniuka/.
4. Szersze informacje i szczegółowe instrukcje – po plenum.

Olechowski
Redagował: S. Staniszewski/bs”

Widzimy powyżej, że o ile komuniści otrzymają „gwarancję” proponowanych zmian, to sprawa powrotu „Solidarności” do zakładów pracy rokuje dobrze. Jeszcze pada tutaj odniesienie do starej ustawy z 1982 r. ale jest rzeczą oczywistą, że tworzenie „Solidarności” od dołu było sprzeczne z interesem uczestników „porozumienia”. Tylko zmiana ustawy i tworzenie „Solidarności” od góry leżało w interesie dogadujących się stron.
Uporządkowanie własnych szeregów w PZPR, czyli poważna reorganizacja aparatu KC, także służyło interesom "negocjatorów". Dzięki temu można było liczyć, że „poprzez ew. udział w Sejmie i w ramach legalnych struktur opozycja „oswoi się z władzą”. Z partyjnym betonem oswoić się byłoby trudniej. Całkiem inaczej oswajanie będzie przebiegać przy boku Olków i Olinów.
Przypomnijmy, że szyfrogram jest datowany ponad trzy tygodnie wcześniej niż rozpoczynają się obrady „Okrągłego Stołu”. 

Ojciec chrzestny praworządności zgodnej z normami EU (fot. Wikipedia)


„Warszawa, dn. 24.03.1989 r.
Szyfrogram Nr 2659
Przyjęto w Wydziale Szyfrowym dn. 89.03.24 godz. 16.20
Tajne
Nowy Jork - Olszówka dla Urbana od Strausa z URM
Nadal nie przełamano rozbieżności dot. uprawnień Senatu i prezydenta oraz trybu wyboru Senatu. Opozycja odrzuca naszą propozycję kompromisu przedstawioną jako pewien pakiet.
Nasze propozycje:
1. Prezydent czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, działalności organów państw., reprezentuje PRL w stos. międzynar., stoi na straży suwerenności, niepodległości i bezpieczeństwa państwa, nienaruszalności terytorialnej, przestrzegania sojuszy międzynar.
2. Prezydent powołuje sędziów na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa.
3. Sędziowie Sądu Najwyższego będą nieusuwalni poza ustawowymi wyjątkami.
4. Prezydent może rozwiązać Sejm: jeśli w ciągu trzech miesięcy nie powoła rządu, nie uchwali NPSG, przyjmie ustawy uniemożliwiające prezydentowi wypełnienie konstytucyjnych obowiązków;
albo:
Prezydent może rozwiązać Sejm po zasięgnięciu opinii obu Marszałków /wzór włoski/.
5. Zniesienie sesyjności obrad Sejmu co uniemożliwiałoby prezydentowi podejmowanie dekretów.
6. Zniesienie veta Senatu mogłoby nastąpić przy 3/5 ogółu głosów Sejmu.
7. Powoływanie przez Sejm rzecznika praw obywatelskich za zgodą, prezesa NIK po zasięgnięciu opinii Senatu.
8. Prezydent ma prawo veta wobec ustaw.
9. 100 senatorów po dwóch w każdym województwie, a w Katowicach i Warszawie po 3 w dwu turach.

Opozycja zgłasza zastrzeżenie:

1. Prezydent może rozwiązać Sejm gdy ustawa narusza konstytucyjne prerogatywy prezydenta /tj. w dziedzinie polityki zagranicznej i obronności/.
2. Veto Senatu jest znoszone przy 2/3 głosów Sejmu.
3. Prezes NIK powoływany jest przez Sejm po zasięgnięciu opinii Senatu, ale nastąpi zmiana w ustawie o NIK dla umożliwienia Senatowi korzystania z aparatu i prac NIK.

Od Gduli: rozbieżności są poważne, nie należy ich lekceważyć, nie można zdecydowanie wykluczyć przedłużenia obrad. Liczymy jednak na powodzenie. W tym celu spotkanie Wałęsa-Kiszczak 29 bm.
Posiedzenie Sejmu najprawdopodobniej 5 i 6 kwietnia br.
Gabor-Jatczak”


Proszę porównać pakiet proponowany przez komunistów z zastrzeżeniami opozycji. Od razu widać „bezpieczniki” gwarantujące stabilne przejście na drugi brzeg dla Moskwy i jej wiernych sług. Przyszły prezydent, zgodnie z uzgodnieniami – Jaruzelski, ma pilnować sojuszy międzynarodowych (układ warszawski, RWPG itp.) a także powoływać sędziów na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Z kolei sędziowie Sądu Najwyższego, poza ustawowymi wyjątkami, będą nieusuwalni. Sprawdzony aparat "praworządności PRL-u" suchą nogą, i z gwarancjami zatrudnienia bez względu na przeszłość, proponowano przenieść do PRL-u Bis.
I tak też się stało. Krajowa Rada Sądownictwa została utworzona na podstawie ustawy z 20 grudnia 1989 r., a 20 kwietnia 1990 r. prezydent Jaruzelski nominował pierwszych 79 sędziów pochodzących z jej wniosku. I ta „praworządność”, herbu Kiszczaka i Jaruzelskiego, przetrwała dzielnie aż do obecnych czasów, w których została podjęta pierwsza próba zmiany tych ustaleń „okrągłostołowych”.

Okrągły stół z kantami cz.4

Poprzednie...

Tym razem odwołując się do wspomnień aktywnych uczestników wydarzeń z opozycyjnej sceny politycznej lat 1988-89 przywołamy trochę wspomnień Leszka Moczulskiego, lidera Konfederacji Polski Niepodległej. Wypowiedzi pochodzą z „Bez wahania”, wywiadu-rzeki przeprowadzonego z Leszkiem Moczulskim przez Antoniego Dudka i Macieja Pawlikowskiego w 1993 roku.


Leszek Moczulski (wikipedia.pl)

 - W maju 1988 roku Pańskie zapowiedzi zaczęły się materializować – przez Polskę przeszła pierwsza fala strajków. Jakie działania podjęła Konfederacja?
 - Kiedy wybuchł strajk w Nowej Hucie – ku zaskoczeniu tamtejszej „Solidarności” zorganizowany przez nieznanego nikomu Andrzeja Szewczuwańca – pierwszym człowiekiem z zewnątrz, który skontaktował się z komitetem strajkowym był działacz KPN Zygmunt Łenyk. Natychmiast przekazaliśmy informację o strajku na Zachód, a nasi ludzie ruszyli na miasto, malując hasła popierające hutników i rozdając ulotki zawiadamiające o przebiegu protestu. Po kilku dniach, kiedy lokalne struktury „Solidarności” jako tako się pozbierały, zaczęto nas dość brutalnie rugować zarówno z biura informacyjnego, jak i z akcji pomocy strajkującym. Posuwano się nawet do niszczenia ulotek informacyjnych wydanych przez KPN. Oczywiście akcję propagandową prowadziliśmy nie tylko w Krakowie. Na Śląsku szalał ścigany przez bezpiekę Adam Słomka, który wbrew działaczom „Solidarności” przygotowywał grunt pod strajki na kopalniach.
Jestem przekonany, że gdyby nie kunktatorska postawa ówczesnych gremiów przywódczych „Solidarności”, to cały późniejszy ciąg wydarzeń zakończony 4 czerwca 1989 roku nastąpiłby co najmniej pół roku wcześniej – i ze trzy razy większymi rezultatami. Oni sami nie tylko nic nie robili, ale równocześnie przeszkadzali innym. Kiedy w lipcu ruszyła druga fala strajków, mająca swoje centrum na Górnym Śląsku, okazało się, że nasza sieć informacyjna jest blokowana. Dziennikarze zachodni chcieli mieć wiadomości z dwóch różnych źródeł, tymczasem kiedy Adam Słomka zawiadamiał, że ta czy inna kopalnia stoi, źródła solidarnościowe nie potwierdzały lub wręcz dementowały tę informację. Łatwo się domyśleć, jak milczenie np. Wolnej Europy wpływało na samopoczucie strajkujących.

Atak na manifestację KPN w Krakowie - 3 maja 1987 (fot. Maciej Gawlikowski)

- Co Pan robił w tym gorącym okresie?
 - Jeździłem po kraju spotykając się z ludźmi i wydając instrukcje poszczególnym ogniwom Konfederacji. Byłem wielokrotnie i w Krakowie i na Górnym Śląsku, zaś w końcu sierpnia – tuż przed zakończeniem drugiego strajku w stoczni – przyjechałem do Gdańska. Tak się złożyło, że zaraz po tym jak zjawiłem się na dziedzińcu kościoła św. Brygidy, przyjechał tam swoim mikrobusem Wałęsa. Kiedy mnie zobaczył, podszedł natychmiast i powiedział:
 - Witam wodza.
 - Nie, to ja witam wodza – odparłem. – Przecież tutaj ty jesteś wodzem.
Wałęsa śpieszył się, urwał więc rozmowę, ale wróciliśmy do niej jeszcze tego samego dnia. Mówił, jak zwykle dość chaotycznie, że trzeba kończyć sprawę, że to wszystko za długo się ciągnie. Nieustannie powtarzał o konieczności negocjacji. Odpowiedziałem mu, że na tym wszystkim co się dzieje można dużo zyskać, ale i sporo stracić. Dlatego jedni mogą negocjować, ale inni powinni przyciskać władzę do muru. Nie podjął jednak mojej propozycji podziału pracy, stale natomiast opowiadał o groźbie wyrwania się strajków spod kontroli i konieczności rozmów z władzami. Mam wrażenie, że w pewnym momencie jakby pomylił mnie z Geremkiem, zaczął bowiem niespodziewanie narzekać, że on zawsze chciał rozmawiać z rządem, a oni go ignorowali i oto do czego doszło. Widząc, że myśli przede wszystkim o rozmowach, zacząłem mu mówić o konieczności wyduszenia od władz maksimum ustępstw. Niby się ze mną w tej sprawie zgadzał, ale zaraz dodawał, że nie można żądać za dużo.
Rozmowę kontynuowaliśmy dalej w pokoiku na plebanii kościoła św. Brygidy. Właściwie nie  była to rozmowa, ale monolog Wałęsy, który z wielkim trudem starałem się przerwać. Lech uznał, że doskonale wie co zamierzam mu powiedzieć, w związku z czym postanowił zaznajomić mnie ze swoim zdaniem. Sprowadzało się ono do stwierdzenia: nikomu – a konkretnie KPN-owi – nie pozwolimy przeginać pały. (…)
Próbowałem później dostać się do stoczni, ale okazało się to niemożliwe, mimo obietnic Wałęsy. Nawet wtedy, gdy zapadła już decyzja o przerwaniu strajku. 1 września, kiedy miał miejsce słynny wymarsz strajkujących stoczniowców, ktoś z otoczenia Wałęsy nagle zapałał chęcią prowadzenia ze mną politycznej debaty. Kiedy zorientowałem się, że chodzi o to bym przypadkiem nie znalazł się wśród wychodzących ze stoczni robotników było już za późno – przybyłem na miejsce, gdy tłum przeszedł bramę. Pamiętam, że wściekły podszedłem do szefa stoczniowej „Solidarności” Alojzego Szablewskiego i powiedziałem: - Klęska miała miejsce dopiero siedemnastego, dlaczego urządziliście ją już 1 września?
Kiwnął tylko smutnie głową i nic nie odpowiedział”.

Przypomnijmy tylko, że dzień wcześniej, czyli 31 sierpnia w willi MSW na ul. Zawrat w Warszawie odbyło się spotkanie generała Czesława Kiszczaka oraz Lecha Wałęsy, na którym obecny był także biskup Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz Komitetu Centralnego Stanisław Ciosek.   


11 listopada 1981 w Krakowie (fot. Romana Kahl-Stachniewicz)

Ale powróćmy ponownie do wywiadu z Leszkiem Moczulskim:

- Ale te strajki same przecież wygasały. Czy nie bierze Pan pod uwagę, że po kilku dniach mogłoby już nie być szansy na wyjście z twarzą i wówczas pozycja Wałęsy w późniejszych negocjacjach byłaby znacznie gorsza?
 - Tak widzieli to doradcy Wałęsy i taki obraz serwowano opinii publicznej. Rzeczywistość była inna. ludzie w Gdańsku nie wychodzili ze strajku z poczuciem klęski. Wręcz przeciwnie – mogli z powodzeniem jeszcze długo strajkować. Podobnie było w Szczecinie i w Jastrzębiu, gdzie Andrzejczak, z aplauzem załogi, groził Wałęsie taczkami, gdy ten przyjechał zgasić strajk. (…)
Problem nie leżał ani w rzekomym braku mobilności mas pracowniczych, ani w domniemanej nieustępliwości władz, ale w niezdolności Wałęsy i jego doradców do realnej oceny sytuacji, jaka się wytworzyła w Polsce. Ten brak orientacji utrzymywał się zresztą przez następne miesiące, a nawet lata, a jego ofiarą padł między innymi rząd Mazowieckiego. Wyprzedzając nieco chronologię wydarzeń chciałbym przytoczyć historię, którą opowiedział mi senator Krzysztof Kozłowski. Otóż 5 czerwca 1989 roku, nad ranem, obudził go telefon. Dzwonił Jan Maria Rokita:
-Stało się nieszczęście, wygraliśmy kompletnie. Wszyscy głosowali na nas. Aresztują nas przed świtem. Uciekaj!
Zaspany Kozłowski pomyślał sobie, że prędzej czy później i tak by go dopadli, więc najlepiej będzie się położyć z powrotem do łóżka.
W sierpniu 1988 roku konsekwencją złej oceny, była zgoda na minimalną ofertę zgłaszaną przez Kiszczaka (przestańcie strajkować, a będziemy z wami rozmawiać), podczas gdy można było wygrać od razu znacznie więcej, czyli relegalizację „Solidarności”.
Nie chciałbym jednak, aby to co mówię zostało odebrane jako ocenianie tamtej decyzji Wałęsy w kategoriach nieszczęścia. Ja również byłem wówczas przekonany, że należy co prawda jak najmocniej przycisnąć, ale że negocjacje – oczywiście nie z naszym udziałem – są niezbędne. Wynikało t0 ze zwykłego realizmu politycznego, najprostszej oceny sytuacji. Skoro główne siły opozycji boją się konfrontacji i marzą tylko o negocjacjach – nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jeśli nie można osiągnąć wszystkiego, trzeba uzyskać, co się da. Niech więc będą rozmowy. Najpierw jednak trzeba przeciwnika zablokować w rogu. I to właśnie próbowałem bezskutecznie wytłumaczyć Wałęsie i Mazowieckiemu. Wiedziałem bowiem, że nawet względnie ograniczone ustępstwa uzyskane dzięki rozmowom z władzami, wydatnie poprawią nasze położenie i pozwolą przygotować następny cios. KPN nigdy nie zachowywała się jak „Solidarność Walcząca”, która sam fakt podjęcia rozmów z rządem kwalifikowała jako zdradę. Wydaliśmy zresztą w tej sprawie oświadczenie, datowane 1 września, w którym opowiedzieliśmy się za kontynuowaniem strajków, równocześnie jednak stwierdzając, że jeśli zostaną one przerwane, to korzystne będzie prowadzenie z władzami negocjacji”.      





Okrągły stół z kantami cz.3

Poprzednie...

W „Lewym czerwcowym” Jacka Kurskiego i Piotra Semki, wydanym w 1993 r. a więc z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć, że tuż po pierwszym (1989) i drugim (1992) „4 czerwca”, Jarosław Kaczyński udzielając wywiadu sporo miejsca poświęca przygotowaniom do „Okrągłego Stołu”. Przypomnijmy fragmenty:

Jarosław Kaczyński (fot. TVP INFO)

"Po co nam był okrągły stół?
Po to, żeby go wygrać. Żeby wygrać – trzeba było część społeczeństwa, która była gotowa zaangażować się w zniesienie komunizmu, jakoś zorganizować. W warunkach nielegalności było to niemożliwe. (Przypomnę, że eksplozja ruchu Solidarności w 1980 r. nastąpiła dopiero po porozumieniu 31 sierpnia, gdy było to legalne). Nie udawało się zorganizować społeczeństwa nawet wtedy, gdy represyjność władzy był już minimalna.

To znaczy?
Po, w istocie udanym, strajku sierpniowym w 1988 r. Był on przełomem, bo władza zaakceptowała znów Solidarność jako stronę.

Nie przyjechała jednak do stoczni podpisać kapitulacji?
Ale Wałęsa spotkał się z Kiszczakiem i sprawy zostały otwarte. Więc nawet wtedy skutki prób zorganizowania wielkiej siły politycznej  poprzez odradzające się komitety założycielskie „Solidarności” okazały się mizerne. Pomimo powołania specjalnej agencji prasowej SIS, tak by każda wiadomość o dziesięcioosobowym komitecie „Solidarności” w jakiejś fabryce trafiała przez Wolną Europę do kraju i nakręcała powstawanie następnych – na początku roku 1989 mieliśmy kilkaset komitetów, liczbę w skali po prostu niewielką.

Zabrakło impulsu?
Właśnie. Powiem teraz coś, o czym nigdy nie mówiłem. Trwał wtedy, jesienią 88, z naszej (to znaczy mojego brata Leszka, mojej i paru innych osób) strony nacisk na Wałęsę, żeby on się w to energicznie włączył. Żeby podjął objazd kraju, ruszył w Polskę i szerzył ten pożar.

Tak jak jesienią ’80. I co?
Wałęsa zdecydowanie odmawiał, w żaden sposób nie udawało się go do tego nakłonić. (…)  
Odmawiał dania wyraźnego impulsu do radykalnego poszerzenia ruchu komitetów założycielskich „Solidarności”, bez którego nasza strona nie osiągnęła wystarczającej siły przetargowej. Do okrągłego stołu delegacja solidarnościowa siadała bez poważniejszego zaplecza. (…)
Pertraktuje elita, ale czym potężniejsze i lepiej zorganizowane ma zaplecze, tym skuteczniejsze są te rozmowy. To oczywiste".

Przypomnijmy sobie fragment wypowiedzi Cioska z czerwca 1988 r., a więc kilka miesięcy przed wydarzeniami, które omawia Jarosław Kaczyński:
5. Ciosek powiedział, że sytuacja wymaga rozważenia możliwości powołania rządu koalicyjnego z udziałem opozycji. Obecny skład rządu nie rokuje wyprowadzenia kraju z kryzysu. Ostatnie strajki pochłonęły 15% podwyżki cen. Obecnemu składowi rządu Generał daje jeszcze szansę, choć wiele rzeczy go irytuje. Ciosek dodał, aby wspólnie zastanowić się, w jaki sposób wykorzystać Wałęsę. Coś z nim zrobić...

Idźmy jednak dalej za „Lewym czerwcowym” i opisem wydarzeń z tamtego czasu opartych na wspomnieniach, przypomnijmy że z 1993 roku, Jarosława Kaczyńskiego:

„Władza przystępuje do okrągłego stołu. Z jaką kalkulacją?
Taką, że oddanie części władzy legitymizuje cały układ wewnętrznie i wobec Zachodu. Wraz z oddaniem części władzy przejmie niemałą część własności, czyli umocni własną klasę społeczną. Przy okazji rozwiąże fundamentalną sprzeczność, w jakiej tkwiła, polegającą na tym, że prawdziwa zmiana w Polsce musiała oznaczać radykalną degradację nomenklatury komunistycznej. Sprzeczność ta powodowała, że zmiana taka mogła być możliwa tylko w warunkach rewolucyjnych, czyli w warunkach kompletnego rozgromienia tej nomenklatury.
Oczywiście żadna grupa społeczna nie zgodzi się na własne rozgromienie. Stad konieczny był zabieg, po którym nomenklatura uzyskiwałaby w zamian za część władzy – własność i wielką przewagę ekonomiczną. Jeżeli przy tym udałoby się utrzymać kontrolę nad podstawowymi aparatami władzy…

Tak jak w 1989 i 1990 roku nad MON, MSW, MSZ, handlem zagranicznym, NBP i finansami?
…To w gruncie rzeczy pozycja tej grupy, a także jej zewnętrznego mocodawcy, czyli ZSRR – mogłaby w istocie wcale nie ulec osłabieniu. Przy czym byłoby to, powtarzam, nieporównanie lepiej legitymowane i poprzez reformy gospodarcze mogłoby stawać się coraz skuteczniejsze. Sądzę, że był taki plan. (…)

Jaki mieli przygotowany kolejny ruch po rozwiązaniu PZPR? Kapitalistyczna partia dobrobytu?
Ich idealnym scenariuszem, wiem to na pewno, było rozwiązanie PZPR i stworzenie sojuszu – w skrajnie optymistycznym przypadku nawet jednej partii – z lewicową elitą „Solidarności”. (…)

Powiedzmy jasno: czy spisano przy okrągłym stole albo w Magdalence jakiś dokument?
To jest mit. Nie trzeba było niczego werbalizować. Układ był oczywisty dla każdego, kto myśli. Oni oddają część władzy w zamian za własność, a my to przejęcie własności tolerujemy.

Czy sami komuniści nie chcieli mieć kontraktu na piśmie, by móc go potem egzekwować?
Nie było takiej potrzeby. Następowała w niebywałym wręcz tempie fraternizacja towarzyska lewicy solidarnościowej z tamta stroną. (…)

Zdumiewa nas zupełny brak w szerokich elitach „Solidarności” świadomości tego co było istotą okrągłego stołu, czyli gigantycznej operacji zamiany komunistycznej władzy, na własność. Pamiętamy obawy i sprzeciwy, że czerwoni dostają MSW, wojsko, a przede wszystkim prezydenturę na kilka lat. Nikt nie zauważył, że najważniejsze, co zatrzymują, to finanse tego państwa, i że otrzymują własność.
Ja doskonale wiedziałem, co się święci, ale miałem olbrzymie kłopoty, by gdziekolwiek pisnąć choćby słowo. Taki „Tygodnik Mazowsze” był dla mnie zupełnie zamknięty. Myśmy z bratem nie mieli najmniejszego zaplecza politycznego i żadnego dostępu do jakichkolwiek środków przekazu. Wąskie grona, jak np. Komitet Helsiński, już w połowie 1988 r. zwracały uwagę, że przygotowywane jest wydanie przepisów i ustaw pozwalających na tworzenie spółek na majątku państwowym. Mówiłem wielokrotnie o tym (tam gdzie mogłem, czyli na spotkaniach z wyborcami), że ta operacja ze spółkami i uwłaszczeniem jest dla Polski niedobra, zastrzegając, że w istniejącym układzie sił niewiele możemy na to poradzić. Tłumaczyłem, że dopóki wokół Polski nie zawali się komunizm nie mamy szans na generalny szturm na komunę i wszystkie jej interesy, na „zgnojenie” jej.

Czyli, że warto „oswajać bestię” mamoną?
Warto było działać ostrożnie, dopóki nie przyszła „jesień ludów”, w odpowiedzi na którą powstała koncepcja przyśpieszenia, czyli pójścia do przodu. Błąd okrągłego stołu polegał na tym, że dla całej lewicy solidarnościowej był on prefiguracją generalnego rozwiązania w Polsce i obowiązującą do dziś umową, podczas, gdy dla mnie…

I jak się mogło wydawać – dla Wałęsy…
…Był posunięciem taktycznym, licytacją naszej sprawy w górę.  

Pan mówi: nie było umów. Po co w takim razie cała szopka dwumiesięcznych negocjacji, relacji telewizyjnych, dziesiątek podstolików i ton papieru zapisanego jakimiś porozumieniami?
To miało pewien atrybut nowości, że coś się przełamuje – i w tym sensie odpowiadało na jakieś zapotrzebowanie psychiczne społeczeństwa".

Nie znajdziemy lepszego podsumowania porozumienia „Okrągłego Stołu”, jak cytat z powyższego wywiadu:
Układ był oczywisty dla każdego, kto myśli. Oni oddają część władzy w zamian za własność, a my to przejęcie własności tolerujemy.
Elity komunistyczne zadbały o swoje interesy i interesy własnego zaplecza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że lewicowe elity solidarnościowe zadbały jedynie o siebie.

Okrągły stół z kantami

Obchodziliśmy wczoraj 30 rocznicę wyborów czerwcowych z 1989 roku. Ponoć to był dzień w którym na polskiej ziemi upadł komunizm. Często także można usłyszeć, że jest to data pierwszych wolnych wyborów. Czy rzeczywiście tak było?


Wybory z 4 czerwca są nierozłącznie związane z obradami okrągłego stołu a także uzgodnieniami strony komunistycznej i części opozycji w Magdalence. Przypomnijmy sobie jak ta droga wyglądała, czy rzeczywiście tak, jak często apologeci tego kompromisu przedstawiają, że był to sukces, czy może raczej niewykorzystana szansa. A może najbliższe prawdy jest określenie podpisujące zdjęcie ze strony demotywatory.pl? 


źródło: demotywatory.pl

Na początek rzućmy okiem, jak sprawę przedstawia popularna „Wiki”:
W połowie sierpnia 1988 roku władze PRL rozpoczęły rozmowy z opozycją spowodowane licznymi, trwającymi od kwietnia w różnych regionach Polski protestami społecznymi. Dzięki nim 31 sierpnia w willi MSW przy ul. Zawrat w Warszawie odbyło się spotkanie generała Czesława Kiszczaka oraz Lecha Wałęsy, na którym obecny był także biskup Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz Komitetu Centralnego Stanisław Ciosek. Kolejne nastąpiło 15 września, oprócz Kiszczaka, Wałęsy i Cioska byli na nim także Andrzej Stelmachowski i ksiądz Alojzy Orszulik.
16 września rozpoczęły się, znane jako rozmowy w Magdalence, rozmowy władz państwowych z przedstawicielami ruchu solidarnościowego i Kościoła, podczas których głównym zagadnieniem sporu była kwestia legalizacji Solidarności. Uzgodniono, iż Okrągły Stół powstanie w połowie października, a jego tematyką ma być: „model funkcjonowania państwa i życia publicznego, przyspieszenie rozwoju i modernizacja gospodarki narodowej, kształt polskiego ruchu związkowego”. Październikowego terminu nie dotrzymano, ponieważ Solidarność nie zgadzała się na warunki rządowe: żądała legalizacji oraz nieingerowania w skład strony solidarnościowo-opozycyjnej przyszłego Okrągłego Stołu.
27 września 1988 roku stanowisko premiera objął Mieczysław Rakowski, 14 października został natomiast powołany jego gabinet. W grudniu rozpoczęły się obrady X Plenum Komitetu Centralnego PZPR, podczas którego dyskutowano możliwość rozmów z Solidarnością oraz jej legalizacji. Spowodowały one duży konflikt w partii, w tym zmiany w Biurze Politycznym. Ostatecznie, dzięki naciskowi m.in. Jaruzelskiego i Kiszczaka, przyjęto „Stanowisko X Plenum KC PZPR w sprawie pluralizmu politycznego i związkowego”. Umożliwiło to rozpoczęcie przygotowań do obrad Okrągłego Stołu.
27 stycznia 1989 nastąpiło kolejne spotkanie Wałęsy i Kiszczaka, podczas którego ustalono procedurę i zakres obrad oraz ostateczny termin rozpoczęcia. (źródło)
Otrzymujemy więc informację, że rozmowy z opozycją rozpoczęły się w połowie sierpnia 1988 r. W ich konsekwencji 31 sierpnia dochodzi do spotkania Kiszczaka z Wałęsą i towarzyszącym im  tow. Cioskiem i biskupem Dąbrowskim.
Czy rzeczywiście był to początek rozmów, czy raczej ich kontynuacja? O tym w kolejnym odcinku.

Ciąg dalszy...