środa, 5 czerwca 2019

Okrągły stół z kantami cz.3

Poprzednie...

W „Lewym czerwcowym” Jacka Kurskiego i Piotra Semki, wydanym w 1993 r. a więc z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć, że tuż po pierwszym (1989) i drugim (1992) „4 czerwca”, Jarosław Kaczyński udzielając wywiadu sporo miejsca poświęca przygotowaniom do „Okrągłego Stołu”. Przypomnijmy fragmenty:

Jarosław Kaczyński (fot. TVP INFO)

"Po co nam był okrągły stół?
Po to, żeby go wygrać. Żeby wygrać – trzeba było część społeczeństwa, która była gotowa zaangażować się w zniesienie komunizmu, jakoś zorganizować. W warunkach nielegalności było to niemożliwe. (Przypomnę, że eksplozja ruchu Solidarności w 1980 r. nastąpiła dopiero po porozumieniu 31 sierpnia, gdy było to legalne). Nie udawało się zorganizować społeczeństwa nawet wtedy, gdy represyjność władzy był już minimalna.

To znaczy?
Po, w istocie udanym, strajku sierpniowym w 1988 r. Był on przełomem, bo władza zaakceptowała znów Solidarność jako stronę.

Nie przyjechała jednak do stoczni podpisać kapitulacji?
Ale Wałęsa spotkał się z Kiszczakiem i sprawy zostały otwarte. Więc nawet wtedy skutki prób zorganizowania wielkiej siły politycznej  poprzez odradzające się komitety założycielskie „Solidarności” okazały się mizerne. Pomimo powołania specjalnej agencji prasowej SIS, tak by każda wiadomość o dziesięcioosobowym komitecie „Solidarności” w jakiejś fabryce trafiała przez Wolną Europę do kraju i nakręcała powstawanie następnych – na początku roku 1989 mieliśmy kilkaset komitetów, liczbę w skali po prostu niewielką.

Zabrakło impulsu?
Właśnie. Powiem teraz coś, o czym nigdy nie mówiłem. Trwał wtedy, jesienią 88, z naszej (to znaczy mojego brata Leszka, mojej i paru innych osób) strony nacisk na Wałęsę, żeby on się w to energicznie włączył. Żeby podjął objazd kraju, ruszył w Polskę i szerzył ten pożar.

Tak jak jesienią ’80. I co?
Wałęsa zdecydowanie odmawiał, w żaden sposób nie udawało się go do tego nakłonić. (…)  
Odmawiał dania wyraźnego impulsu do radykalnego poszerzenia ruchu komitetów założycielskich „Solidarności”, bez którego nasza strona nie osiągnęła wystarczającej siły przetargowej. Do okrągłego stołu delegacja solidarnościowa siadała bez poważniejszego zaplecza. (…)
Pertraktuje elita, ale czym potężniejsze i lepiej zorganizowane ma zaplecze, tym skuteczniejsze są te rozmowy. To oczywiste".

Przypomnijmy sobie fragment wypowiedzi Cioska z czerwca 1988 r., a więc kilka miesięcy przed wydarzeniami, które omawia Jarosław Kaczyński:
5. Ciosek powiedział, że sytuacja wymaga rozważenia możliwości powołania rządu koalicyjnego z udziałem opozycji. Obecny skład rządu nie rokuje wyprowadzenia kraju z kryzysu. Ostatnie strajki pochłonęły 15% podwyżki cen. Obecnemu składowi rządu Generał daje jeszcze szansę, choć wiele rzeczy go irytuje. Ciosek dodał, aby wspólnie zastanowić się, w jaki sposób wykorzystać Wałęsę. Coś z nim zrobić...

Idźmy jednak dalej za „Lewym czerwcowym” i opisem wydarzeń z tamtego czasu opartych na wspomnieniach, przypomnijmy że z 1993 roku, Jarosława Kaczyńskiego:

„Władza przystępuje do okrągłego stołu. Z jaką kalkulacją?
Taką, że oddanie części władzy legitymizuje cały układ wewnętrznie i wobec Zachodu. Wraz z oddaniem części władzy przejmie niemałą część własności, czyli umocni własną klasę społeczną. Przy okazji rozwiąże fundamentalną sprzeczność, w jakiej tkwiła, polegającą na tym, że prawdziwa zmiana w Polsce musiała oznaczać radykalną degradację nomenklatury komunistycznej. Sprzeczność ta powodowała, że zmiana taka mogła być możliwa tylko w warunkach rewolucyjnych, czyli w warunkach kompletnego rozgromienia tej nomenklatury.
Oczywiście żadna grupa społeczna nie zgodzi się na własne rozgromienie. Stad konieczny był zabieg, po którym nomenklatura uzyskiwałaby w zamian za część władzy – własność i wielką przewagę ekonomiczną. Jeżeli przy tym udałoby się utrzymać kontrolę nad podstawowymi aparatami władzy…

Tak jak w 1989 i 1990 roku nad MON, MSW, MSZ, handlem zagranicznym, NBP i finansami?
…To w gruncie rzeczy pozycja tej grupy, a także jej zewnętrznego mocodawcy, czyli ZSRR – mogłaby w istocie wcale nie ulec osłabieniu. Przy czym byłoby to, powtarzam, nieporównanie lepiej legitymowane i poprzez reformy gospodarcze mogłoby stawać się coraz skuteczniejsze. Sądzę, że był taki plan. (…)

Jaki mieli przygotowany kolejny ruch po rozwiązaniu PZPR? Kapitalistyczna partia dobrobytu?
Ich idealnym scenariuszem, wiem to na pewno, było rozwiązanie PZPR i stworzenie sojuszu – w skrajnie optymistycznym przypadku nawet jednej partii – z lewicową elitą „Solidarności”. (…)

Powiedzmy jasno: czy spisano przy okrągłym stole albo w Magdalence jakiś dokument?
To jest mit. Nie trzeba było niczego werbalizować. Układ był oczywisty dla każdego, kto myśli. Oni oddają część władzy w zamian za własność, a my to przejęcie własności tolerujemy.

Czy sami komuniści nie chcieli mieć kontraktu na piśmie, by móc go potem egzekwować?
Nie było takiej potrzeby. Następowała w niebywałym wręcz tempie fraternizacja towarzyska lewicy solidarnościowej z tamta stroną. (…)

Zdumiewa nas zupełny brak w szerokich elitach „Solidarności” świadomości tego co było istotą okrągłego stołu, czyli gigantycznej operacji zamiany komunistycznej władzy, na własność. Pamiętamy obawy i sprzeciwy, że czerwoni dostają MSW, wojsko, a przede wszystkim prezydenturę na kilka lat. Nikt nie zauważył, że najważniejsze, co zatrzymują, to finanse tego państwa, i że otrzymują własność.
Ja doskonale wiedziałem, co się święci, ale miałem olbrzymie kłopoty, by gdziekolwiek pisnąć choćby słowo. Taki „Tygodnik Mazowsze” był dla mnie zupełnie zamknięty. Myśmy z bratem nie mieli najmniejszego zaplecza politycznego i żadnego dostępu do jakichkolwiek środków przekazu. Wąskie grona, jak np. Komitet Helsiński, już w połowie 1988 r. zwracały uwagę, że przygotowywane jest wydanie przepisów i ustaw pozwalających na tworzenie spółek na majątku państwowym. Mówiłem wielokrotnie o tym (tam gdzie mogłem, czyli na spotkaniach z wyborcami), że ta operacja ze spółkami i uwłaszczeniem jest dla Polski niedobra, zastrzegając, że w istniejącym układzie sił niewiele możemy na to poradzić. Tłumaczyłem, że dopóki wokół Polski nie zawali się komunizm nie mamy szans na generalny szturm na komunę i wszystkie jej interesy, na „zgnojenie” jej.

Czyli, że warto „oswajać bestię” mamoną?
Warto było działać ostrożnie, dopóki nie przyszła „jesień ludów”, w odpowiedzi na którą powstała koncepcja przyśpieszenia, czyli pójścia do przodu. Błąd okrągłego stołu polegał na tym, że dla całej lewicy solidarnościowej był on prefiguracją generalnego rozwiązania w Polsce i obowiązującą do dziś umową, podczas, gdy dla mnie…

I jak się mogło wydawać – dla Wałęsy…
…Był posunięciem taktycznym, licytacją naszej sprawy w górę.  

Pan mówi: nie było umów. Po co w takim razie cała szopka dwumiesięcznych negocjacji, relacji telewizyjnych, dziesiątek podstolików i ton papieru zapisanego jakimiś porozumieniami?
To miało pewien atrybut nowości, że coś się przełamuje – i w tym sensie odpowiadało na jakieś zapotrzebowanie psychiczne społeczeństwa".

Nie znajdziemy lepszego podsumowania porozumienia „Okrągłego Stołu”, jak cytat z powyższego wywiadu:
Układ był oczywisty dla każdego, kto myśli. Oni oddają część władzy w zamian za własność, a my to przejęcie własności tolerujemy.
Elity komunistyczne zadbały o swoje interesy i interesy własnego zaplecza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że lewicowe elity solidarnościowe zadbały jedynie o siebie.

Okrągły stół z kantami

Obchodziliśmy wczoraj 30 rocznicę wyborów czerwcowych z 1989 roku. Ponoć to był dzień w którym na polskiej ziemi upadł komunizm. Często także można usłyszeć, że jest to data pierwszych wolnych wyborów. Czy rzeczywiście tak było?


Wybory z 4 czerwca są nierozłącznie związane z obradami okrągłego stołu a także uzgodnieniami strony komunistycznej i części opozycji w Magdalence. Przypomnijmy sobie jak ta droga wyglądała, czy rzeczywiście tak, jak często apologeci tego kompromisu przedstawiają, że był to sukces, czy może raczej niewykorzystana szansa. A może najbliższe prawdy jest określenie podpisujące zdjęcie ze strony demotywatory.pl? 


źródło: demotywatory.pl

Na początek rzućmy okiem, jak sprawę przedstawia popularna „Wiki”:
W połowie sierpnia 1988 roku władze PRL rozpoczęły rozmowy z opozycją spowodowane licznymi, trwającymi od kwietnia w różnych regionach Polski protestami społecznymi. Dzięki nim 31 sierpnia w willi MSW przy ul. Zawrat w Warszawie odbyło się spotkanie generała Czesława Kiszczaka oraz Lecha Wałęsy, na którym obecny był także biskup Jerzy Dąbrowski oraz sekretarz Komitetu Centralnego Stanisław Ciosek. Kolejne nastąpiło 15 września, oprócz Kiszczaka, Wałęsy i Cioska byli na nim także Andrzej Stelmachowski i ksiądz Alojzy Orszulik.
16 września rozpoczęły się, znane jako rozmowy w Magdalence, rozmowy władz państwowych z przedstawicielami ruchu solidarnościowego i Kościoła, podczas których głównym zagadnieniem sporu była kwestia legalizacji Solidarności. Uzgodniono, iż Okrągły Stół powstanie w połowie października, a jego tematyką ma być: „model funkcjonowania państwa i życia publicznego, przyspieszenie rozwoju i modernizacja gospodarki narodowej, kształt polskiego ruchu związkowego”. Październikowego terminu nie dotrzymano, ponieważ Solidarność nie zgadzała się na warunki rządowe: żądała legalizacji oraz nieingerowania w skład strony solidarnościowo-opozycyjnej przyszłego Okrągłego Stołu.
27 września 1988 roku stanowisko premiera objął Mieczysław Rakowski, 14 października został natomiast powołany jego gabinet. W grudniu rozpoczęły się obrady X Plenum Komitetu Centralnego PZPR, podczas którego dyskutowano możliwość rozmów z Solidarnością oraz jej legalizacji. Spowodowały one duży konflikt w partii, w tym zmiany w Biurze Politycznym. Ostatecznie, dzięki naciskowi m.in. Jaruzelskiego i Kiszczaka, przyjęto „Stanowisko X Plenum KC PZPR w sprawie pluralizmu politycznego i związkowego”. Umożliwiło to rozpoczęcie przygotowań do obrad Okrągłego Stołu.
27 stycznia 1989 nastąpiło kolejne spotkanie Wałęsy i Kiszczaka, podczas którego ustalono procedurę i zakres obrad oraz ostateczny termin rozpoczęcia. (źródło)
Otrzymujemy więc informację, że rozmowy z opozycją rozpoczęły się w połowie sierpnia 1988 r. W ich konsekwencji 31 sierpnia dochodzi do spotkania Kiszczaka z Wałęsą i towarzyszącym im  tow. Cioskiem i biskupem Dąbrowskim.
Czy rzeczywiście był to początek rozmów, czy raczej ich kontynuacja? O tym w kolejnym odcinku.

Ciąg dalszy...

Okrągły stół z kantami cz.2

Poprzednie...

Peter Raina w Przedmowie swojej trudnej do przecenienia pracy Droga do „Okrągłego Stołu”. Zakulisowe rozmowy przygotowawcze, pisze:
Porozumienia „Okrągłego Stołu” nie były, jak mylnie się do dziś twierdzi, skutkiem rozmów rządowych reprezentantów ze znanymi, głośno krzyczącymi, dysydentami, ani też konsekwencją tajnego kontraktu zawartego w ostatniej fazie „Okrągłego Stołu” w podwarszawskiej Magdalence.
Prawda historyczna wygląda zupełnie inaczej. Porozumienia między władzami a Kościołem zostały osiągnięte dzięki żmudnemu dialogowi, trwającemu ponad 7 lat. Rozmowy prowadzone były w trybie nieoficjalnym, miały jednak oficjalny charakter. Każda ze stron sporządzała protokół z odbywających się spotkań. Uczestników spotkań rzadko było więcej niż pięciu: dwóch lub trzech wydelegowanych przez najwyższe władze partyjne, a ze strony Episkopatu Polski zazwyczaj jedna lub dwie osoby.

Bp Alojzy Orszulik (fot. Diecezja Łowicka)


Niewątpliwe Raina ma rację, co zresztą znakomicie w swojej pracy dokumentuje, że dialog władzy z Kościołem trwał 7 lat. I że bez tego długiego i wyczerpującego dialogu porozumienie przy „Okrągłym Stole” byłoby niemożliwe. Wydaje się jednak, że ostatnia polityczna faza uzgodnień, z tymi wyselekcjonowanymi przez władzę głośno krzyczącymi dysydentami, miała znacznie bardziej złożony przebieg, niż autor pracy sugeruje.
Ale zostawmy na inną chwilę rozbieżność w ocenie, wróćmy do tych protokołów z odbywających się spotkań. Raina zamieszcza m.in. zapis sporządzony przez ks. Orszulika ze spotkania z 3 czerwca 1988 r.,  ze Stanisławem Cioskiem. Z naszego punktu widzenia tekst ma istotne znaczenie. Jak pisze Raina, Ciosek zaskoczył ks. Orszulika wiadomością, że władze rozważają możliwość powołania rządu koalicyjnego. Oto odpowiedni fragment sprawozdania z rozmów:
3. Wywiązała się dyskusja na temat pluralizmu politycznego i powstawania nowych struktur społecznych i zawodowych.
Ciosek powiedział, że jest rozważana idea powołania Senatu lub izby wyższej parlamentu. W Sejmie koalicja rządząca zachowałaby 60-65% miejsc. Natomiast w Senacie byłoby odwrotnie. Senat miałby prawo wnioskowania, aby kontrowersyjne decyzje Sejmu ponownie poddać pod głosowanie, przy czym powinny one wtedy uzyskać większość 2/3 głosów. Ciosek stwierdził, że pluralizm polityczny w Polsce jest konieczny, dodając, że jest przeciwny pluralizmowi związków zawodowych. Wracał do koncepcji połączenia „Solidarności” z istniejącymi związkami, przy czym nie musiałyby być one partyjne. Dodał, że ani Amerykanie, ani Niemcy nie mają pluralizmu związkowego. (...)
5. Ciosek powiedział, że sytuacja wymaga rozważenia możliwości powołania rządu koalicyjnego z udziałem opozycji. Obecny skład rządu nie rokuje wyprowadzenia kraju z kryzysu. Ostatnie strajki pochłonęły 15% podwyżki cen. Obecnemu składowi rządu Generał daje jeszcze szansę, choć wiele rzeczy go irytuje. Ciosek dodał, aby wspólnie zastanowić się, w jaki sposób wykorzystać Wałęsę. Coś z nim zrobić, mimo że jego wypowiedzi są irytujące dla generałów, zwłaszcza ostatnia, że „władze przyjdą do niego na kolanach”

Stanisław Ciosek (fot. Super Express)

Mamy więc czarno na białym, że zanim doszło do pierwszego spotkania Kiszczaka z Wałęsą, strona reżimowa, z własnej i nieprzymuszonej woli oferuje opozycji miejsca w Sejmie, także w nowo powołanym Senacie i jakby tego było mało, to jeszcze na deser serwuje propozycję koalicyjnego rządu z udziałem tejże opozycji. Oczywiście władza nie zapomina o sobie i aktywie partyjnym:
6. Sprawa własności. Dyskutowaliśmy o potrzebie zapisu konstytucyjnego na temat istniejących sektorów własności i zagwarantowania stabilnej polityki wobec sektora prywatnego, albowiem na skutek niepewności nowe przedsiębiorstwa prywatne w początkowym okresie ulg podatkowych starają się maksymalnie dorobić, a potem zwijają interes w obawie przed utratą wszystkiego.
Ciosek odpowiedział, że przygotowywana ustawa o działalności gospodarczej przewiduje możliwość zatrudnienia 15 pracowników na trzech zmianach. Jest też przewidziane powołanie przedsiębiorstw mieszanych państwowo-prywatnych dla umożliwienia ludziom aktywnym, posiadającym mały kapitał początkowy, podjęcia działalności gospodarczej.   
Peter Raina podsumowuje, że "propozycje przekazane przez Cioska można nazwać rewelacyjnymi. Oczekiwania Kościoła nabrały stopniowo treści. Miejsce starych struktur zając miały nowe". 
Oferta Cioska była więc w pełni wyczerpująca. Może trochę złośliwie, ale za to całkiem realnie można byłoby to ująć następująco: parlament i współudział w rządach dla wyselekcjonowanej opozycji, aktywa dla aktywnych towarzyszy (na razie posiadającego mały kapitał początkowy) i trzy zmiany w robocie dla reszty, czyli pracujących z miast i wsi.   

Skoro prawie trzy miesiące później, jak podaje cytowana w poprzedniej części „Wiki”, doszło do pierwszego spotkania Wałęsy z Kiszczakiem, może to oznaczać jedynie tyle, że oferta, z grubsza, została przyjęta. Władze przyszły do Wałęsy, niekoniecznie tak jak oczekiwał, na kolanach (na kolanach raczej została przyjęta oferta władz). Pozostały pewne detale do uzgodnienia, akcentowane w mediach na tyle wyraźnie np. rejestracja Solidarności, że mogły sprawiać wrażenie realnego sporu. Jeszcze 11 lipca 1988 r., jak pisze Raina :
Proces reformatorski władz polskich uzyskał publiczne „błogosławieństwo” Michaiła Gorbaczowa w czasie jego wizyty w Polsce w dniach 11-14 lipca 1988 roku. W swoim wystąpieniu 11 lipca w Sejmie PRL sekretarz generalny KC PZPR jednoznacznie poparł linię polityczną Jaruzelskiego. „Każda partia – powiedział Gorbaczow – samodzielnie szuka dróg przejścia do nowej jakości socjalizmu, nie może tu być wspólnych recept, mechanicznego kopiowania”. I dalej: „Jesteśmy przekonani, że tylko poprzez demokratyzację można energicznie ruszyć do przodu, ujawnić ogromne możliwości ustroju socjalistycznego i całe bogactwo osobowości człowieka, zbudować społeczeństwo przodującej ekonomiki, nauki, techniki, a jednocześnie wielkiego humanizmu”.Jednym z głównych celów reformy „jest utworzenie praworządnego państwa socjalistycznego, w którym zostaną wyeliminowane możliwości przejawów samowoli i woluntaryzmu, zostanie niezawodnie zapewniony triumf państwa i praworządności, demokratycznego ładu”.
Poparta tymi wskazówkami ekipa Jaruzelskiego mogła spokojnie posuwać się naprzód. 12 lipca Stanisław Ciosek i ks. Orszulik obradowali nad projektem ustawy o stowarzyszeniach.    
23 grudnia 1988 r. pojawiła się długo oczekiwana przez aktywny aktyw (na razie ciągle posiadający mały kapitał początkowy) ustawa Wilczka. Warto zwrócić uwagę, że równolegle zlikwidowano również pion przestępstw gospodarczych znajdujący się w strukturach Milicji Obywatelskiej. 15 lutego 1989 r., dziesięć dni po rozpoczęciu obrad „Okrągłego Stołu”, Sejm powołuje Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Z kapitałów państwowych firm tworzony jest Bank Inicjatyw Gospodarczych, w którym wspomniany FOZZ otwiera konto. To wszystko dzieje się jednak za kotarą. Przed kotarą dominuje medialna narracja przeznaczona dla pracujących z miast i wsi, przedstawiająca ciężkie i trudne negocjacje przy stolikach i podstolikach, skupiające ekspertów ociekających potem od żmudnej i wytężonej pracy. Wszystko po to, żeby 4 czerwca jednostki ślepe, głuche, a nawet pozbawione węchu, mogły uwierzyć, że w Polsce właśnie upadł komunizm, pomimo tego, że jedyna realna władza została w rękach komunistów.




poniedziałek, 13 maja 2019

KOMORNIK W RAWSKIM SZPITALU


Po wielu niepokojących informacjach - o milionowych stratach na działalności bieżącej, rosnącej liczbie niepłaconych zobowiązań przeterminowanych oraz kolejnej pożyczce zaciągniętej w instytucji pozabankowej (zabezpieczonej  po raz kolejny na nieruchomościach Powiatu Rawskiego) pojawia się kolejna zła informacja.
Na wniosek Philips Polska Sp. z.o.o do rawskiego szpitala wkroczył komornik, którego zadaniem jest egzekucja należności w wysokości 471 tys. zł z tytułu nieuregulowanych kosztów naprawy tomografu komputerowego ( raty: 26.09.18 r. - 110 373, 95 zł; 26.10.18 r. - 120 373,95 zł; 26.11.18 r. - 120 373, 95 zł; 26.12.18 - 120 373, 95 zł)
Wstępna wysokość pozostałych kosztów - odsetkowych/egzekucyjnych/procesowych   to kwota 85 682 zł. 

Łącznie daje to kwotę  556 tys. zł.
Należność ta jest windykowana z rachunku bankowego oraz wynikających z kontraktu wierzytelności  z NFZ.

Nie trudno przypuszczać, że ta egzekucja negatywnie wpłynie na kondycję finansową, tym bardziej, że portfel zobowiązań przeterminowanych naszej placówki zdrowia wynosił na dzień 14.03.2019 roku - 1,277 mln zł


Ciągłą zagadką pozostaje wynik finansowy SP ZOZ Szpital Św. Ducha w Rawie Mazowieckiej za rok 2018. Występowałem z interpelacją w sprawie jego udostępnienia, lecz póki co  odmówiono mi informacji.



poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Inni potrafią...




Na przełomie lipca i sierpnia zeszłego roku wiele czasu poświęciliśmy na przedstawienie zagadnień związanych z zawarciem umowy dzierżawy rawskiego szpitala w kontekście należytego zabezpieczenia umowy dzierżawy, które w brzmieniu paragrafu 13 miało wyglądać następująco:

1. Tytułem należytego wykonania Umowy Dzierżawca zobowiązany jest wnieść zabezpieczenie należytego wykonania Umowy w wysokości 4.600.000,00 PLN (słownie: cztery miliony sześćset tysięcy złotych) w formie nieodwołalnej, bezwarunkowej i płatnej na pierwsze żądanie gwarancji bankowej udzielonej przez polski bank i pod polskim prawem albo gwarancji ubezpieczeniowej lub innej równoważnej.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie z sprawę z tego, że zabezpieczenie w wymaganej przez umowę formie nie zostało nigdy wniesione (za zgodą ówczesnej Dyrekcji SP ZOZ i Zarządu Powiatu Rawskiego)

Upłynęło już 8 miesięcy od kiedy umowa dzierżawy została wypowiedziana (12 lipca 2018 r.). Z informacji uzyskiwanych od Starosty Rawskiego Józefa Matysiaka wynika, że windykacja weksla stanowiącego zabezpieczenie należytego wykonania umowy jest w toku. Na konto SP ZOZ-u nie wpłynęły jeszcze żadne środki.

Jakby wyglądała sytuacja, gdyby Dyrekcja SP ZOZ i Zarząd Powiatu Rawskiego w roku 2013 r. zgodnie ze szczegółowymi warunkami przetargu i treścią umowy dzierżawy zażądali zabezpieczenia w formie gwarancji bankowej?

Ostatnie dni pokazały nam przykład należytego zabezpieczenia własnego interesu przez...ZUS.

Jak donosi Polska Agencja Prasowa w swoim komunikacie z dnia 11 kwietnia 2019 r: (1)

Zakład Ubezpieczeń Społecznych zażądał od CaixaBank wypłaty z gwarancji bankowej należytego wykonania umowy z Comarchem na utrzymanie systemu KSI. Wysokość gwarancji to 24,2 mln zł - podał Comarch w komunikacie.

Jak będzie wyglądała wypłata środków z tytułu należytego zabezpieczenia umowy?

Gwarancja bankowa została udzielona ZUS na zlecenie konsorcjum firm Comarch i Comarch Polska zgodnie z postanowieniami umowy na utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego ZUS. Termin wypłaty gwarancji wynosi 14 dni od dnia otrzymania przez bank żądania wypłaty (11 kwietnia).

ZUS na wypłatę środków będzie czekał 14 dni. SP ZOZ Szpital św. Ducha na wypłatę swojego zabezpieczenia oczekuje już 8 miesięcy. 




(1) www.biznes.pap.pl/pl/news/pap/info/2706948,zus-zazadal-wyplaty-24-2-mln-zl-gwarancji-bankowej-w-zwiazku-z-umowa-z-comarchem



poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Zadbajmy o pieszych i kierowców cz.2

fot. gadzetomania.pl


W tekście Zadbajmy o pieszych i kierowców przedstawiłem zagadnienia związane z poprawą bezpieczeństwa i komfortu pieszych i kierowców poruszających się drogami powiatu rawskiego.
Pierwsza interpelacja dotyczyła doświetlenia dwóch przejść dla pieszych na ulicy Tomaszowskiej - na wysokości Wydziału Komunikacji Starostwa Powiatowego i supermarketu Carrefour oraz przejścia dla pieszych przy Liceum Ogólnokształcącym w Rawie Mazowieckiej.



W odpowiedzi czytamy, że kwestie oświetlenia należą do kompetencji samorządu gminnego. W tym przypadku do Miasta Rawa Mazowiecka. Moja interpelacja została przekazana  do Burmistrza Miasta Rawa Mazowiecka.
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem jednak odpowiedzi od Burmistrza.

Drugą poruszoną przeze mnie kwestią był pomysł instalacji liczników czasu na sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu ulic Kościuszki  i Konstytucji 3-maja/Faworna.

Odpowiedź Starosty:




Z odpowiedzi możemy przeczytać, że:
(...) brak jest technicznej możliwości zamontowania liczników czasu. Obecna sygnalizacja świetlna , z racji tego, że została zamontowana w latach 90-tych, nie jest przystosowana do współpracy z uprzędzeniami tego typu (...)".

Z odpowiedzi dowiadujemy się również, że w Zarządzie Powiatu jest również sygnalizacja świetlna  na skrzyżowaniu ulic Reymonta i Opoczyńskiej.

Ponadto:
(...) w zakresie skrzyżowania ulic Jeżowska-Łowicka-Skierniewicka-Kolejowa, interpelacja  zostanie przesłana , do zarządzającego sygnalizacją świetlną , tj Zarządu Dróg Wojewódzkich  w Łodzi."Odpowiedzi od Zarządu Dróg Wojewódzkich w Łodzi do dnia dzisiejszego nie otrzymałem.

Podsumowując - mam nadzieję, że przejścia dla pieszych zostaną doświetlone, jak również zostanie przeprowadzona kompleksowa analiza wszystkich przejść dla pieszych w naszych mieście pod kątem zapewnienia bezpieczeństwa.
W kwestii zainstalowania  liczników czasu  na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Konstytucji 3-maja/Fawornej mam nadzieję, że postulat ten zostanie uwzględniony przy okazji przyszłej modernizacji sygnalizacji świetlnej.


Idąc dalej, po opublikowaniu poprzedniego artykułu dotarły do mnie prośby mieszkańców w sprawie skrzyżowania ulicy Targowej i Zamkowa Wola - mianowicie niezwykle utrudniony jest wyjazd z ulicy Targowej na ulicę Zamkowa Wola. Zwrócono mi uwagę, że dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie lewoskrętu i zainstalowanie sygnalizacji świetlnej. Jako kierowca, w pełni popieram to rozwiązanie.

Postanowiłem podjąć interwencję w tej sprawie. Jej wynikiem jest złożenie 10 kwietnia b.r. do Starosty Rawskiego Józefa Matysiaka interpelacji, w której zwróciłem uwagę na problem. 




środa, 10 kwietnia 2019

9 lat temu. Tak, jak zostało w pamięci



10 kwietnia 2010 roku - sobota.  Byłem wtedy uczniem II klasy Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Rawie Mazowieckiej. W sobotni poranek miałem kurs przygotowujący do egzaminu na prawo jazdy w Skierniewicach.
Nagle w radiu pojawił się niepokojący komunikat o zdarzeniu w Smoleńsku. Doszło do jakichś problemów z samolotem. Pierwsze wieści były niepokojące, ale nie wskazywały na tragedię.
Dopiero kolejne komunikaty radiowe wniosły większą dawkę niepokoju. Pojawiły się pierwsze informacje o ofiarach śmiertelnych.
Gdy wróciłem do domu już było wysoce prawdopodobne, że zginęli wszyscy uczestnicy lotu. Czułem wielki smutek, 96 naszych rodaków zginęło w drodze na uroczystości upamiętniające zamordowanych w 1940 roku polskich  oficerów. Jakże symboliczne.
Z tego dnia przypominam sobie jeszcze krótki wywiad w godzinach wczesno-popołudniowych w Radiu Victoria nawiązujący do dziejących się wydarzeń. I to przejmujące poczucie, rosnącej z godziny na godzinę, budującej się wspólnoty narodowej. To wszystko, co niemal natychmiast zaczęło się dziać na Krakowskim Przedmieściu.  

Był w tym wszystkim i mój mały wymiar osobisty. W marcu 2010 roku uzyskałem tytuł laureata Ogólnopolskiej Olimpiady Historycznej "Losy Polaków na Wschodzie po 17 września 1939". W nagrodę otrzymałem od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaproszenie na uroczystość posadzenia dębów pamięci zbrodni katyńskiej. Uroczystość miała się odbyć w ogrodach Pałacu Prezydenckiego. W poniedziałek, 12 kwietnia 2010 r.
Szybko zrozumiałem, że to nie tylko historia. Że to ciągle jeszcze i teraźniejszość.