piątek, 24 lutego 2017

Rondo Niezłomnych

Wolna Polska potrzebowała 12 lat, aby odnieść się do fenomenu Żołnierzy Niezłomnych. Dopiero w 2001 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej podjął uchwałę, w której uznał „zasługi organizacji i grup niepodległościowych, które po zakończeniu II wojny światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski.”
W 2009 roku kombatanci, skupieni wokół Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, zwrócili się o ustalenie dnia 1 marca Dniem Żołnierzy Antykomunistycznego Podziemia. Zyskali wsparcie niektórych władz samorządowych, a także klubów parlamentarnych PO i PiSu.
W 2010 roku Inicjatywę ustawodawczą w zakresie uchwalenia nowego święta podjął prezydent Lech Kaczyński. Powyższe pozwoliło rządowi pozytywnie zaopiniować projekt ustawy. W piśmie opiniującym z 8 czerwca 2010 roku czytamy:

„żołnierze tzw. drugiej konspiracji, którzy jako pierwsi walczyli o Wolną Polskę z okupantem sowieckim i zainstalowanym przez niego reżimem komunistycznym, zapłacili za wierność swoim ideałom niejednokrotnie cenę najwyższą – cenę swego życia. Nawet jeśli udało Im się przeżyć, przez kolejne 45 lat żyli z piętnem – jak to określała komunistyczna propaganda – „bandytów” i „faszystów”. 

Luty 2011 roku przyniósł dynamiczne zakończenie procesu legislacyjnego. 2 lutego Sejm przegłosował ustawę, 4-go  trafiła pod obrady Senatu, który przyjął ją bez poprawek. 9 lutego ustawę podpisał prezydent Bronisław Komorowski a 15-go została opublikowana w Dzienniku Ustaw.
Można powiedzieć, że III RP potrzebowała aż 22 lat, aby oddać należną cześć Niezłomnym. Trzeba jednak również sprawiedliwie zauważyć, że zrobiła to w stylu przekonywującym. Pomiędzy dniem przegłosowania ustawy przez Sejm a publikacją w Dzienniku Ustaw minęło jedynie 13 dni. Na 417 obecnych posłów, 406 poparło ustawę, 3 się wstrzymało a jedynie 8 było przeciw. Imponujące tempo, jeszcze bardziej imponujący konsensus. Moc Parlamentu, autorytet dwóch Prezydentów, jednoznaczne i wspierające inicjatywę odniesienie władzy wykonawczej, pozwoliło w sposób trwały i godny otworzyć przestrzeń publiczną dla Żołnierzy Niezłomnych w największym możliwym zakresie, bowiem w zakresie całego Państwa.

Wydaje się, że w świetle powyższego, każda inicjatywa obywatelska, zmierzająca do zagospodarowania lokalnej przestrzeni publicznej treścią oddającą pamięć Żołnierzy Niezłomnych, winna mieć pełne zrozumienie i uzasadnienie. Trudno bowiem sobie wyobrazić aby na poziomie lokalnym ktokolwiek mógł sobie rościć pretensje do większej mocy i autorytetu niż posiada Sejm, Senat, Rząd i dwóch Prezydentów.

Rawska inicjatywa obywatelska zmierzająca do oddania hołdu Żołnierzom Niezłomnym poprzez nadanie Ich imienia rondu u zbiegu ulic Białej i Mszczonowskiej napotyka jednak pewien opór na swojej drodze. Pojawiło się kilka zarzutów, do których z konieczności należy się odnieść.
Pierwszy jest natury czasowej. Skoro jeszcze nie ma ronda, to nie ma konieczności już teraz szukać dla niego nazwy. Musimy tutaj podziękować Panu Burmistrzowi i Radzie Miasta iż swoim niezwłocznym działaniem zmierzającym do nazwania ronda, powyższy zarzut, także w naszym imieniu, oddalili.

Drugi wyrasta z przekonania, że fenomen Żołnierzy Niezłomnych w Rawie, i na ziemi rawskiej, nie występował. W konsekwencji upada zasadność sytuowania powyższych treści w lokalnej przestrzeni publicznej. Zarzut, nawet gdyby był prawdziwy, nosi w sobie spory ładunek ryzyka. Wiele naszych ulic czy placów ma zaszczyt pielęgnować godność osób lub chwałę wydarzeń, które z Rawą nigdy nie miały nic wspólnego. A jednak występują, na zasadzie autorytetu porównywalnego do tego, jaki w uhonorowanie Niezłomnych wnieśli wspólnie Prezydenci, Sejm, Senat i Rząd.
Drugi zarzut jest jednak nie tyle ryzykowny, co przede wszystkim fałszywy. Jedną z cech charakterystycznych dla  Niezłomnych jest konsekwentne odrzucenie systemu represji jaki pojawił się w Polsce po drugiej wojnie światowej. Metodą realizacji celu była zaś każda forma oporu, tak indywidualna jak i zorganizowana, z walką zbrojną włącznie.

W trakcie okupacji niemieckiej ziemia rawska była aktywnym uczestnikiem życia polskiego państwa podziemnego.  Można odnotować obecność wszystkich istotnych organizacji konspiracyjnych od AL do NSZ. Jednak pod względem liczebności zdecydowane pierwszeństwo miały struktury AK. Dość zauważyć, że na 1 grudnia 1944 obwód rawski AK liczył 2535 żołnierzy, czy ściślej rzecz ujmując członków zaprzysiężonych.
Styczniowa ofensywa zakończyła czas okupacji niemieckiej i 19 stycznia 1945 roku struktury AK zostały rozwiązane.  Nastało nowe, dla jednych to było wyzwolenie, dla innych niepewność, dla jeszcze innych nadeszła kolejna okupacja. Czy pomimo kilkudziesięciu lat przemilczania zagadnienia, przysłowiowego wyklęcia, jesteśmy w stanie odszukać twarde dowody poświadczające, iż zaprogramowane represje także na rawskiej ziemi rodziły bunt Niezłomnych?

W archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego można zapoznać się z relacją Dawida Taśmy. Relacja dotyczy lat 1939-1945 i opisuje 

„położenie Żydów w Rawie Mazowieckiej pod okupacją hitlerowską. (…). Autor zbiegł z transportu, cała jego rodzina zginęła. Autor ukrywał się u znajomych chłopów w Mroczkowicach, we wsi Kierz, w Krzemienicy, we wsiach Sierzchowy i Chociw. Zarabiał na życie krawiectwem, współpracował z konspiracyjną AL. Po wyzwoleniu pracował w Urzędzie Bezpieczeństwa w Rawie Mazowieckiej”.

Artur Gut w jednej ze swoich prac poświęconej tamtym czasom przytacza fragment z 25-stronicowej relacji Dawida Taśmy: 

„Rozpoznawszy Sowietów z radości pocałowałem tank. Na pytanie komandira sowieckiego dlaczego całuję tank, odpowiedziałem, że to chwila mego wyzwolenia. […]
Udałem się do Rawy Mazowieckiej razem z wojskiem. Całe miasto było zbombardowane. Dużo trupów leżało na ulicach. Zgłosiłem się w N.K.W.D. i opowiedziałem im o sobie. Przyjęli mnie bardzo dobrze. Zaproponowali mi pracę u siebie. Ja wskazałem im tych Polaków, którzy współpracowali z Niemcami. Dostałem mieszkanie, zgłosiłem się do władz polskich – nowoutworzonych w Rawie. Zaproponowano mi pracę przy organizowaniu PPRu wspólnie z komandirem N.K.W.D. Pracowałem następnie w U.B. W lasach zaczęły się tworzyć bandy. Z ramienia PPR ja organizowałem peperowców do walki z bandami, rozdawałem broń, brałem udział w obławach u członków bandy, z których wielu aresztowaliśmy.”O metodach postępowania z aresztowanymi sam Taśma wspomina: „biliśmy do nieprzytomności”. Więcej mogliby o nich powiedzieć kolejni kierownicy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rawie Mazowieckiej z lat 1945–1953: Michał Gołdys, Józef Jukiel, Antoni Zwierzchowski, Bonifacy Jedynak, Ryszard Peda, Zenon Kusiak i ich pozostali podkomendni.”

Michał Gołdys jest pierwszym szefem rawskiej bezpieki. Popularna Wikipedia następująco kreśli jego życiorys:

„Michał Gołdys  (ur. 25 sierpnia 1901 w Rawie Mazowieckiej, zm. 24 października 1967 w Olsztynie) – polski działacz komunistycznypartyzant sowieckioficer polityczny ludowego WP, starosta Łomży (1944), oficer UB.(…)
IV 1934 na stacji kolejowej we Włochach postrzelił legitymującego go policjanta i uciekł, po czym ukrywał się z powodu poszukiwania go przez policję. 23 VI 1936 został aresztowany i osadzony w warszawskim więzieniu, 7 X 1937 skazany na 15 lat więzienia za działalność komunistyczną i usiłowanie zabójstwa policjanta; po amnestii wyrok został zmniejszony do 8 lat więzienia i 10 lat utraty praw publicznych. Karę odbywał w więzieniach w Warszawie i Koronowie, skąd wydostał się IX 1939 po ataku Niemiec na Polskę. Po kapitulacji Warszawy udał się na zajętą przez ZSRR Białostocczyznę, został mianowany rejonowym naczelnikiem Czerwonej Gwardii w Zambrowie(…) VI 1941 ewakuowany z rodziną do obwodu saratowskiego, wkrótce zmobilizowany do Armii Czerwonej, uczestniczył w bitwie pod Stalingradem. (…) Wiosną 1944 skierowany do Wyższej Szkoły Oficerów Polityczno-Wychowawczych w Moskwie, niedługo potem jako dowódca grupy desantowej w stopniu porucznika zrzucony do Puszczy Nalibockiej w rejon sowieckiego zgrupowania partyzanckiego W. Czernyszewa(…) VIII 1944 mianowany starostą Łomży przez pełnomocnika PKWN. Wstąpił do PPR, w 1945 był członkiem egzekutywy Komitetu Powiatowego (KP) PPR w Rawie Mazowieckiej. X 1944 przeniesiony do pracy w UB, 23 I - 1 V 1945 szef PUBP w Rawie Mazowieckiej. 1945 aresztowany za nadużycie władzy i skazany przez sąd wojskowy w Łodzi na 10 lat więzienia; zwolniony po 5 latach na podstawie amnestii. 1950-1952 urzędnik w spółdzielczości w Białymstoku i Legionowie. Później pracownik Wojewódzkiej Centrali Handlowej w Olsztynie. 1959 Rada Państwa PRL skorzystała z prawa łaski i zarządziła zatarcie skazania Michała Gołdysa. W 1960 został przyjęty do PZPR i otrzymał rentę dla zasłużonych. Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Partyzanckim.”

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż relacja Taśmy i fragment z życiorysu Gołdysa wzajemnie się uzupełniają. Pierwsze półrocze 1945 roku w Rawie upływa pod znakiem terroru i represji, „bicia do nieprzytomności”, uzbrajania aktywu PPRowskiego a wszystko to pod nadzorem komandira z NKWD i polskiego szefa UB wyszkolonego przez sowieckie służby. Taśma potwierdza istnienie zorganizowanych „band” leśnych, które aktyw wyłapuje i aresztuje. Gołdys nadużywa władzy w taki sposób, że nawet ówczesny sąd wojskowy jest gotów wydać wyrok skazujący na 10 lat odsiadki szefa powiatowego UB.

Kolejnym dokumentem potwierdzającym represje względem podziemia niepodległościowego jest:

„sporządzone w 1955 r. przez zastępcę kierownika rawskiego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego ppor. K Kacprzaka opracowanie „Kontrwywiadowcza charakterystyka na terenie powiatu Rawa Mazowiecka” gdzie możemy się dowiedzieć, iż „organizacja NSZ w powiecie rawskim nie przejawiała „działalności antylewicowej”. Z braku oddziałów NZW, WiN, czy Konspiracyjnego Wojska Polskiego (operowało do czerwca 1946 r. na terenie województwa łódzkiego), rawscy ubecy ścigali członków rozwiązanej w styczniu 1945 r. Armii Krajowej.”(1)

I wreszcie inny dokument o urzędowej mocy to:

 „wyrok Rawskiego Sądu Rejonowego z 21 stycznia 2004 r. na podstawie którego skazany został jeden z tutejszych ubeków na dwa lata pozbawienia wolności (oczywiście z warunkowym zawieszeniem wykonania kary) za znęcanie się w lipcu 1945 r. nad aresztowanym Wacławem Wilczyńskim, byłym AK-owcem. Sprawa nie odbiła się jednak szerszym echem.”(1)

Mamy więc dwa żródła z rodowodem lokalnego UBP i jeden wyrok rawskiego Sądu z czasów współczesnych,  potwierdzające fakt represji skierowanych przeciwko organizującym się grupom zbrojnego oporu lub byłym AK-owcom. O każdym z tych źródeł możemy przeczytać w tekstach Artura Guta. Sceptycy z ambitniejszą motywacją łatwo mogą zweryfikować autentyczność źródeł w archiwach ŻIH, IPN czy rawskim Sądzie Rejonowym.

Występują jednak i inne dowody poświadczające fakty represji UB. Latem 1946 roku w okolice Rawy przyjeżdża ks. Zygmunt Jarkiewicz. To jego rodzinne strony gdzie wśród mamy i braci ma zamiar spędzić urlop i odpocząć od kłopotów, jakie przysparza mu parafia w miejscowości Kiczki na ziemi siedleckiej. Wstawił się tam za miejscowymi rolnikami i od tego czasu lokalni komuniści robią wszystko, co leży w ich mocy, aby ks. Jarkiewicz zapłacił za wsparcie parafian. Piszą donosy, grożą śmiercią. W trakcie pobytu w rodzinnym domu zostaje aresztowany przez UB.

„18 listopada 1946 roku w Warszawie rozpoczęła się rozprawa przeciwko pięciu akowcom i ks. Z. Jarkiewiczowi, przywódcy „bandy”, oskarżonym o przynależność do nielegalnej terrorystycznej organizacji, dokonanie szeregu napadów na posterunki MO i na działaczy demokratycznych oraz nielegalne przechowywanie broni.Po kilku dniach sąd ogłosił wyrok. Ks. Zygmunta Jarkiewicza, Józefa Politewicza, Stanisława Kierasa i Henryka Rudzkiego skazano na karę śmierci. Kościelny, Czesław Kobus dostał 7, a Jan Szostak 5 lat więzienia. Na prośbę matki, prezydent Bierut zmienił księdzu karę śmierci na 25 lat więzienia. Pozostali zostali straceni.
W maju 1947 roku ks. Jarkiewicz ponownie zasiadł na ławie oskarżonych. Tym razem z organistą, Czesławem Zawadką, który za przyznanie się został skazany na 15 lat (wyszedł na wolność po 10. latach w 1956 r.), natomiast ks. Jarkiewicza znów skazano na karę śmierci. Na podstawie amnestii (1947 r.) wyrok złagodzono do 15 lat więzienia. Obaj siedzieli we Wronkach.Matka księdza musiała błagać prezydenta KRN Bolesława Bieruta o łaskę dla jej syna. Ostatecznie ksiądz otrzymał wyrok 15 lat więzienia. Jednak oprawcy mieli sposób, aby go zlikwidować.  Księdza umieszczono w Centralnym Więzieniu Politycznym we Wronkach k. Poznania. Wsadzono go do pojedynczej celi bez okien i dano jeden koc. Skutkiem tego było zapalenie płuc. Następnie chorego kapłana umieszczono w piwnicy więziennego szpitala, gdzie zmarł w 1949 r. Zwłoki księdza zostały pochowane na cmentarzu we Wronkach. W kwietniu 1975 r., staraniem rodziny, prochy zostały ekshumowane i złożone do grobu rodzinnego w Rawie Mazowieckiej.” (2)

Kiedy niemożliwe staje się prześladowanie byłych Akowców lub aktywnie działających Niezłomnych rawskie UB nie gardzi represjonowaniem ich rodzin.  Dobrym przykładem jest tutaj los rodziny żołnierza AK Józefa Ramotowskiego „Rawicza”. 20 sierpnia 1939 roku w Rawie Mazowieckiej bierze ślub z Janiną z domu Bednarek . Początek wojny 1939 roku zastaje ich w łomżyńskim. Jak wielu innych próbują uciekać na wschód, ale po pierwszym zetknięciu z Sowietami decydują się wracać do domu. Od 1940 roku Józef Ramotowski walczy z niemieckim a następnie sowieckim okupantem. Jest podkomendnym Jana Tabortowskiego „Bruzdy”.( Grupa, którą dowodził przetrwała do roku 1957 ) Końcówkę okupacji i pierwsze lata powojenne żona i syn Ramotowskiego spędzają w Rawie Mazowieckiej. Rawska bezpieka nieustannie ich inwigiluje. Tak wspomina to syn Ramotowskiego: 

Pierwszymi moimi wspomnieniami z dzieciństwa były „wizyty” , które „składali” mojej zamieszkałej wtedy w Rawie Mazowieckiej mamie pracownicy UB. Nawet mnie - trzyletniego wtedy dzieciaka dopytywali się czy nie zjawił się tutaj „wujek z rudą głową”. (3)

Na ulgową taryfę nie mogli liczyć nawet Ci, którzy zaakceptowali nowy ład. Dobry przykładem jest pochodzący z Białej Rawskiej Bolesław Prus:

„Bronek, jako młody chłopak, był przez całą okupację aktywnym członkiem AK, walczył jako partyzant w lesie. Po wojnie, z całym oddziałem ujawnili się ówczesnym władzom i jako zaznajomieni z bronią palną, zostali zatrudnieni w Milicji Obywatelskiej w Rawie Mazowieckiej.Pewnego dnia, po powrocie z patrolu, zostali ostrzeżeni przez wartownika, że "bezpieka" robi czystkę wśród AK-owców i aresztowano już komendanta. Wtedy Bronek wraz z kolegą rzucili rowery i posiadaną broń i bez namysłu uciekli. Bronek wyjechał do Wrocławia, ale prześladowań ze strony „bezpieki” doświadczał jeszcze po wprowadzeniu stanu wojennego.” (4)

Długotrwałe represje sięgające nawet lat 80-tych były także doświadczeniem innego żołnierza AK działającego podczas okupacji niemieckiej m.in. na terenie obwodu rawskiego. Major Adam Trybus po rozwiązaniu AK 19 stycznia 1945 r., brał czynny udział w konspiracji antykomunistycznej. Wsławił się m.in. akcją odbicia z rąk UB i NKWD aresztowanych żołnierzy. Podczas dowodzonej przez niego akcji z 11 czerwca 1945 r., zorganizowanej przez Ruch Oporu Armii Krajowej, bez jednego wystrzału z więzienia UB w Pabianicach uwolniono dwustu aresztowanych AK-owców. Aresztowany w 1950 r., kilka lat spędził w komunistycznych więzieniach. 13 grudnia 1981 r. po wprowadzeniu stanu wojennego, mimo choroby został zatrzymany przez SB. (5)

Znacznie tragiczniej walka z nowym  ustrojem skończyła się dla komendanta Obwodu AK Rawa Mazowiecka w latach 1941/42 majora Jerzego Sasina. Po wejściu Sowietów, jako organizator antykomunistycznej partyzantki w podlaskim, ukrywał się przed NKWD. Wydany przez bolszewickich agentów doczekał się rozprawy przed sowieckim sądem wojskowym w Kutnie, który skazał go na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 lutego 1945 r.
Skupieni w Kutnowskim Towarzystwie Historycznym pasjonaci czasów współczesnych dotarli do relacji naocznego świadka egzekucji, prawdopodobnie na osobie Jerzego Sasina:

„Po doprowadzeniu do sosny został przywiązany sznurem, ręce miał opuszczone. Twarz miał odsłoniętą. Jeden starszy żołnierz donośnym głosem odczytał wyrok. Na koniec powiedział: „Co pan kapitan chce powiedzieć w ostatnim słowie? ”Tamten odpowiedział, żeby nie czekali tylko strzelali. Żołnierze w tym czasie byli ustawieni w kwadrat. Po pewnym czasie podeszła grupa żołnierzy, lecz nie chcieli strzelać. Wtedy podeszła druga grupa i wyrok wykonała. Później został pochowany w tym samym miejscu pod sosną". (6)

I na koniec warto przytoczyć losy Akowców w gm. Stara Wieś. Jakże podobne i charakterystyczne do wielu innych miejsc w Polsce:

”Organizacja AK-owska w gm. Stara Wieś należała do mniejszych w obwodzie rawskim, zwłaszcza w porównaniu do takich organizacji z bardzo lesistych i dużych gmin nad Pilicą i w zachodniej części powiatu. W połowie 1944 r. liczyła około 100 ludzi zaprzysiężonych, pełne 3 plutony. Osobliwością konspiracji w gm. Stara Wieś było to, że organizacja AK była tu monopolistą, bowiem nie mieliśmy na swoim terenie konspiracji ludowej i komunistycznej.Organizacja nasza nie poniosła szczęśliwie większych strat w czasie okupacji. Represje dotknęły moich kolegów dopiero po wyzwoleniu. Nie na wiele się zdało, że całe kierownictwo i najaktywniejsi członkowie AK-owskiej konspiracji opuścili Starą Wieś wcześniej, niż dotarły tu nowe władze. Władysław Wilk „Topór" został aresztowany przez NKWD z Łowicza, wkrótce po przybyciu do swojej wsi. Żona jego dotarła do przedstawiciela NKWD przy UB w Rawie Mazowieckiej, któremu „Topór", jako jeńcowi niemieckiego obozu, uratował życie. Ów NKWDzista z trudem wyrwał z rąk swoich kolegów zmaltretowanego już straszliwie „Topora".Okupacja minęła jak zły sen, ale nie ustała walka wielu ludzi AK o wolną Polskę. Niezmordowana Stanisława Góralska w czerwcu 1945 r. przybyła do Starej Wsi w przebraniu wiejskiej kobiety a zatrzymała się u rodziny Koprowskich, jej sąsiadów przez ścianę w czasie wojny. Celem jej wizyty był werbunek pozostałych tu jeszcze ludzi AK do oddziałów zbrojnych „za Pilicą", jak tu mawiano, a konkretnie w pow. opoczyńskim. Po krótkim czasie ponownie przybyła do Koprowskich również konspiracyjnie, aby wstrzymać akcję werbunkową z uwagi na aresztowanie przez UB organizatorów nowej partyzantki.”(7)

Zarzut drugi można więc w całości oddalić. Nie sposób podważyć represji ze strony UB. Wiarygodnie przedstawia się zdeterminowany opór tak w przypadkach jednostkowych, jak i zbiorowych. Ziemia rawska posiada swoją zapisaną kartę tak w walkach z okupantem niemieckim, jak i w późniejszych czasach z umocowanym przy władzy przez sowietów ruchem komunistycznym.

Pozostaje ostatni zarzut. To nie byli Niezłomni. Oni byli Wyklęci. Czasem można odnieść wrażenie, że to spór wręcz fundamentalny. Osoby inicjujące akcję zbierania poparcia społecznego dla godnej nazwy nowego ronda zdecydowanie przychylają się do ujęcia jakie przedstawił Grzegorz Kostrzewa-Zorbas:

„Naród polski nie wyklął „Żołnierzy Wyklętych”. Nie wyklęło ich niepodległe państwo polskie. Wojnę z nimi, a potem z pamięcią o nich, prowadziły władze ZSRR i PRL.Przypisywanie komunistycznym reżimom mocy wyklinania to wyrafinowana czarna ironia. Trudno zrozumiała i prowokująca nieporozumienia. Dlaczego nie „Żołnierze Niezłomni”? Ta nazwa piękna, jasna i jednoznaczna – na szczęście też używana – dociera do wszystkich, zaczynając od dzieci w szkole.Jeżeli chcemy prowadzić skuteczny dialog ze światem – informować i przekonywać, osiągać zrozumienie i porozumienie – jasność jest absolutnie konieczna. Zwłaszcza jasność w dzisiejszym globalnym języku angielskim. „Żołnierze Niezłomni” to „Enduring Soldiers” – słowa rozbrzmiewające mocą i godnością. Tymczasem „Żołnierzy Wyklętych” nie sposób przełożyć bez utraty sensu.Jedna ze spotykanych prób – „Cursed Soldiers” – w rzeczywistości oznacza „przeklęci” (znaczenie klasyczne) lub „zwymyślani” (nowoczesne i dominujące). Gubią sens inne próby: „Doomed Soldiers” czyli „Skazani przez Los” – co w dzisiejszej angielszczyźnie niebezpiecznie sąsiaduje z „nieudani” – oraz „Condemned” czyli „Potępieni” – słusznie potępieni, jak na przykład zbrodniarze wojenni. Ironia wymagająca zaawansowanej wiedzy o zawiłościach polskiej i europejskiej historii przebija się tylko do garści zagranicznych ekspertów i miłośników. W szerokim dialogu międzynarodowym jest samobójcza.” (8)

W naszym rozumieniu sprawa przedstawia się nadzwyczaj jasno. To Państwo Radni zadecydujecie czy w naszej lokalnej przestrzeni publicznej Niezłomni przestaną wreszcie być Wyklęci. Prawda, że proste?



Żródła
(2) - Więcej w: Fr. Zwierzyński: Ks. Zygmunt Jarkiewicz proboszcz „męczennik”, 2006.
       
http://regionalia.bibliotekaceglow.pl/readarticle.php?article_id=23



wtorek, 31 stycznia 2017

Złotoryja i Rawa – wspólna sprawa

„Sypie się szpital w Rawie Mazowieckiej” – to pierwsze zdanie z tekstu pochodzącego z portalu 24legnica.pl, z czerwca 2016 roku. Chyba trzeba się przerzucić na czytanie mediów legnicko-złotoryjskich, szybciej dotrze do mieszkańców powiatu rawskiego jakaś obiektywna ocena tego, co dzieje się na naszym terenie. Z pewnego punktu widzenia, dalsze fragmenty są również interesujące:

„Za spółką zarządzającą nim przez ostatnie trzy lata stoją ci sami menedżerowie, którym starosta Ryszard Raszkiewicz oddaje w dzierżawę szpital w Złotoryi: Maciej Zabelski, Stanisław Pitucha, Tomasz Kopiec, Piotr Tarnawski i Beata Markowska. Pod koniec maja ich firmę AMG Centrum Medyczne razem z długami wykupiła inna spółka i zaczęła rządy od zwalniania pielęgniarek.- To co się dzieje w Rawie Mazowieckiej, w żaden sposób nie dotyczy Złotoryi. Chodzi o dwa różne podmioty – przekonuje Maciej Zabelski”.

Najwyraźniej Maciej Zabelski ma jakiś dar przekonywania samorządowców. Trzy lata wcześniej, nasze orły zarządzające powiatem, łykały niczym młode pelikany gotowe recepty na sanację naszego szpitala. I trzeba koniecznie dodać, że nie za darmo spływało to oświecenie na umysły naszych rajców, kosztowało powiat okrągłą sumkę. W Złotoryi szło już trudniej:

„…załoga szpitala traktuje łódzkich menedżerów  z dystansem. Nieufność wzbudza marny kapitał zakładowy (5 tysięcy złotych) i krótka historia spółki (została zarejestrowana w KRS dopiero w marcu 2015 roku). Autorytet  inwestora najbardziej podkopał sam starosta Ryszard Raszkiewicz, który jeszcze w trakcie trwania rokowań przychodził do szpitala opowiadać pielęgniarkom, że Ogólnopolskie Centrum Zdrowia to “badziew” i że nigdy nie powierzy ich losu “gównianej spółce”.   

Jak wiemy w Rawie ani marny kapitał AMG CM nie wzbudził nieufności, ani krótka historia spółki. Strasznie nieufny ten lud złotoryjski, dlatego:

„Aby przekonać pracowników szpitala w Złotoryi, Zabelski, Kopiec, Tarnawski i Pitucha, ale także włodarze ze starostwa, przywoływali przykłady szpitali powiatowych w Rykach i Rawie Mazowieckiej. Dzierżawiła je od samorządów spółka AMG Centrum Medyczne, której udziałowcami są Jacek Ossowski oraz spółka AMG Finanse – firma Kopca, Tarnawskiego, Pituchy i Markowskiej. Miały stanowić dowód kompetencji inwestorów.
Teraz okazuje się, jak zła była już wówczas kondycja szpitala w Rawie Mazowieckiej. Placówka (dużo mniejsza od złotoryjskiej) przyniosła w ubiegłym roku 2,4 mln zł straty. (…)Pod koniec maja AMG Centrum Medyczne wraz z wszystkimi długami zostało wykupione przez spółkę Centrum Dializ. Nowy inwestor już przygotował listę 16 pielęgniarek do zwolnienia. Docelowo pracę ma stracić 50 kobiet, a szpital zostanie przekształcony w zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy”.

Minęło pół roku i szydło wyszło z wora. Na dodatek staroście złotoryjskiemu przyszło „łyknąć gównianą spółkę”, ponieważ nikt inny szpitalem w Złotoryi nie był zainteresowany.
Po kilku miesiącach okazało się, że to, co się działo w Rawie Mazowieckiej, jednak dotyczy także Złotoryi. Menedżerka z miasta Łodzi spasowała i w roli zarządzającego pojawił się dobrze już znany w naszym mieście prezes Jacek Nowakowski. Tekst Piotra Kanikowskiego z portalu 24legnica.pl, tym razem świeżutki, bo z 26 stycznia tego roku, rzuca trochę więcej światła na działalność kolejnej spółki szpitalnej prezesa Nowakowskiego :

„Lada moment szpital w Złotoryi zostanie bez pracowni tomografii komputerowej, ponieważ od września nie płaci za jej pracę. Tym samym przestanie istnieć oddział neurologiczny, bo warunkiem jego zakontraktowania w NFZ było posiadanie stacjonarnego tomografu. Brak urządzenia znacznie skomplikuje pracę chirurgii i interny. Nawarstwiają się kłopoty z obsadą dyżurów, zaopatrzeniem w leki, transportem pacjentów, dostawą odczynników, itd. Nawet zwykła naprawa zerwanych drzwi urosła do rangi problemu i przez kilka dni wiatr hulał po całym parterze. W niespełna pięć miesięcy dzierżawca doprowadził powiatową placówkę na skraj przepaści.Zbigniew Celej – prezes firmy CDO Provega z Lublina, do której należy zamontowany w szpitalu tomograf – mówi, że sam sentyment do Złotoryi już nie wystarcza. Spółka Szpital Powiatowy im. A. Wolańczyka zalega im 170 tysięcy złotych. (…) Na Jacku Nowakowskim – właścicielu i prezesie spółki Szpital Powiatowy im. A. Wolańczyka – monity, ponaglenia, ostrzeżenia nie robią wrażenia. - Zero odzewu – podsumowuje Zbigniew Celej”.

Zdaniem informatorów lokalnych mediów, podobnie  wygląda sytuacja z innymi kontrahentami:

„…hurtownie leków, w których zaopatrywał się złotoryjski szpital, ze względu na nieuregulowane rachunki odmówiły mu dalszej współpracy, więc teraz spółka kupuje farmaceutyki u innych dostawców za gotówkę, po trzykrotnie wyższych cenach. Przez zaległości płacowe posypała się umowa z firmą Hospital, która uzupełniała braki w obsadzie pielęgniarskiej. Jej pracownice w niedzielę i święta obsługiwały tzw. wizyty domowe w domach pacjentów – teraz ten obowiązek spadł na pielęgniarki ze szpitala, choć i bez tego mają ręce pełne roboty. Jeżdżą od chorego do chorego prywatnymi samochodami, bo spółka oszczędza na transporcie”.

Nic dziwnego, że w takiej sytuacji dziennikarze chcieli zasięgnąć informacji u samego źródła, jednak widocznie oszczędności dotknęły także odpowiedzialnych za politykę informacyjną miejscowego szpitala:

„Od kilku dni bezskutecznie próbowaliśmy porozmawiać o tym z prezesem Jackiem Nowakowskim i reprezentującą go w Złotoryi panią dyrektor.- Do Oddziału Wojewódzkiego NFZ dochodzą sygnały o problemach placówki, Fundusz wystąpi z pismem do dyrekcji szpitala czy realizacja umowy jest zagrożona i oczywiście na bieżąco planujemy kontrolować realizację umowy – deklaruje Joanna Mierzwińska, rzeczniczka prasowa dolnośląskiego Narodowego Funduszu Zdrowia”.

I chciałoby się podsumować, jak to dobrze, że to, co się dzieje w Złotoryi, w żaden sposób nie dotyczy Rawy Mazowieckiej… Bo tak myślę, że jakby coś złego się działo, to chyba nasze lokalne media by o tym informowały…

Na podstawie tekstów Piotra Kanikowskiego, zamieszczonych w portalu 24legnica.pl:


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Spadek po PSL-u cz. 4

Poniżej skany korespondencji w sprawach związanych z rawskim szpitalem oraz SP ZOZ w Rawie Mazowieckiej:


20170109















20161130





20161114




20161114




20161031




20161007



20160920






20160810







sobota, 10 września 2016

Monopol władzy cz. 8

Po nadzwyczaj profesjonalnym sprawdzeniu wszelkiej dokumentacji przetargowej, podjęto decyzję i ogólnopolski portal traktujący o służbie zdrowia donosi:
15 listopada 2013 r. podpisana została przez SPZOZ Szpital św. Ducha w Rawie Mazowieckiej i Powiat Rawski oraz AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o. umowa dzierżawy nieruchomości szpitala w Rawie Mazowieckiej oraz jej wyposażenia firmie AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o. To ostatni etap przetargu na dzierżawę rozpisaną przez dyrektora szpitala.Umowa dzierżawy szpitala została podpisana na 30 lat. Zgodnie z jej postanowieniami AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o. przejmie szpital z dniem 1 stycznia 2014 roku. Dzięki tej decyzji placówka w Rawie Mazowieckiej będzie kontynuowała udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.Co równie istotne - pozyska niezbędne środki na istotne inwestycje, które zagwarantują mieszkańcom opiekę medyczną na odpowiednim poziomie. Na mocy postanowień umowy AMG Centrum Medyczne gwarantuje prowadzenie w szpitalu działalności medycznej finansowanej ze środków NFZ.Niezwykle ważny jest fakt, że zgodnie z umową AMG Centrum Medyczne przejmie w trybie art. 23’ Kodeksu Pracy pracowników świadczących pracę w szpitalu oraz utrzyma ich zatrudnienie przez minimum 12 miesięcy. W trakcie dzierżawy sfinansuje koszty inwestycji niezbędnych do prawidłowego wykonywania działalności medycznej, w tym koszty remontu i budowy nowego pawilonu, szacowane na kilkanaście milionów złotych. (1)


Trochę więcej szczegółów można przeczytać w lokalnych mediach:
Józef Matysiak, starosta rawski, przekonywał, że nowy dzierżawca przedłożył wszystkie wymagane dokumenty, wraz z odpowiednimi poręczeniami finansowymi, co daje gwarancję funkcjonowania i rozwijania placówki w Rawie.W ciągu 30 lat dzierżawca ma zainwestować w nasz szpital 25 mln zł i kupić sprzęt za minimum 5 mln zł. Na pytanie portalu KochamRawe.pl, jaki zakres inwestycji i w jakim terminie zostanie w szpitalu przeprowadzony, przedstawiciele AMG nie potrafili jednak dziś odpowiedzieć. Pewne jest jednak, że w najbliższych latach dzierżawca musi dostosować budynek do wymogów stawianych przez Ministerstwo Zdrowia. - Warto budować ten szpital, aby w przyszłości rozszerzać zakres jego działalności – deklaruje Tomasz Kopiec, prezes AMG Finanse, spółki do której należy AMG Centrum Medyczne. (…)Przedstawiciele dzierżawcy, przyznają również, że wraz ze zmianami demograficznymi i zapotrzebowaniem społeczeństwa na poszczególne usługi, będą zmieniać ofertę szpitala. Przekonują jednak, że mieszkańcy Rawy i powiatu rawskiego mogą być spokojni, gdyż świadczenia zdrowotne będą cały czas zapewnione. (2)
O źródłach finansowania ambitnych projektów donoszą inne rawskie media elektroniczne:
– Mamy w planach do 2016 roku dostosowanie budynków, aktualnej infrastruktury lokalowej, do wymagań Ministerstwa Zdrowia. Zamierzamy przeprowadzić te inwestycje na przestrzeni najbliższych lat na poziomie 25 milionów złotych. To jest początek zmian – zapowiada Tomasz Kopiec, Prezes Zarządu AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o. Spółka chce przede wszystkim inwestować w placówkę pieniądze pozyskane z zewnętrznych dofinansowań. W grę wchodzą środki na termomodernizację pochodzące z funduszy norweskich oraz pieniądze, które pojawiają się w ramach strategii przygotowanej przez Urząd Marszałkowski.-W lipcu tego roku pojawiła się strategia przygotowana przez Urząd Marszałkowski, która umożliwia pozyskanie około 20 mln złotych związanych z ochroną zdrowia dla powiatu rawskiego. Naszym priorytetem będzie pozyskanie tych środków na realizację założonych inwestycji. Dopiero w dalszej kolejności wykorzystywane będą własne środki – tłumaczy prezes Kopiec. (3)
Po powyższej wypowiedzi można nabyć pewnych wątpliwości czy dobrodziejem z sakiewką jest spółka z grupy AMG, czy raczej Urząd Marszałkowski. Do tego tematu pewnie kiedyś wrócimy, najważniejsze, że w dalszej części wypowiedzi przyszłość rawskiego szpitala rysuje się kolorowo:
– Liczymy, że na przestrzeni tych najbliższych lat uda nam się zbudować placówkę nowoczesną, która zaoferuje świadczone usługi wysokiej jakości. To nigdy nie będzie klinika, to będzie szpital powiatowy, oferujący wysokiej jakości zakres usług w tych oddziałach, które funkcjonują w szpitalu. Myślę, że w przyszłości zostaną docenione umiejętności kierowania placówką przez naszą spółkę – puentuje Tomasz Kopiec, Prezes Zarządu AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o. (3)
W dobrych nastrojach upływa zakończenie roku, szczególnie u starosty Matysiaka. Ponownie mogą się pojawić wątpliwości, czy kasę na inwestycję ma wyłożyć potężny inwestor, czy raczej baron partyjny z Urzędu Marszałkowskiego, ale skoro nikt nie drąży zanadto tematu, to można opinii publicznej sprzedawać podobne iluzje: 
KochamRawe.pl: Zakończenie działań zmierzających do wydzierżawienia szpitala uważa pan za największy sukces władze powiatu rawskiego w 2013 roku?Józef Matysiak, starosta rawski: Jest to na pewno ważne dla powiatu i jego mieszkańców. Mam nadzieję, że sprawnie dokończymy to przedsięwzięcie i od 1 stycznia szpital zostanie przekazany nowemu operatorowi. Pragnę przypomnieć, że dzierżawca w umowie zobowiązał się do zainwestowania w szpital 30 mln zł. Dzięki temu zyskujemy potężnego inwestora. (…)Miejmy nadzieje, że szczęśliwie operator od 1 stycznia przejmie szpital. Czy będzie to oznaczać, że będzie w budżecie powiatu więcej pieniędzy na inwestycje? Czy do tego jeszcze daleka droga, bo przecież dług placówki będziecie dalej musieli spłacać.Do doskonałej kondycji finansowej i dużego budżetu na inwestycje bez wątpienia jest nam jeszcze daleko. Dług szpitala do spłaty pozostaje. Jednym ze źródeł jego spłacania będzie czynsz dzierżawny, który firma AMG zobowiązała się płacić. Proszę pamiętać, że w umowie zapisaliśmy, iż jeśli dzierżawca będzie realizował inwestycje, to my będziemy go wspierać obniżając ten czynsz.To oczywiście zbyt mało, aby regularnie spłacać wszystkie zadłużenia. My, jako powiat, jesteśmy gwarantem, że zadłużenie zostanie spłacone. SP ZOZ przecież wciąż funkcjonuje jako podmiot publiczny i jedynie nie będzie świadczył usług szpitalnych, zaś usługi ambulatoryjne nie generują kolejnego zadłużenia. (4)
Niestety, o ile dowolnie można czarować mieszkańców rozwojem wydarzeń w przyszłości, to ciężko to samo uczynić z przeszłością. Długi nie poddają się czarom, są konkretne i trzeba je spłacać. Starosta przyjął jako pewne przesłanki, że potężny inwestor będzie płacił czynsz, SP ZOZ nie będzie generował kolejnych długów, w konsekwencji można śmiało przekazywać szpital nowemu dzierżawcy:
Zgodnie z umową dzierżawy, która została podpisana w listopadzie ubiegłego roku, 1 stycznia, gospodarzem rawskiego szpitala została firma AMG Centrum Medyczne. Pierwsze kilkanaście dni pod nowymi rządami, nie przyniosło żadnych większych zmian. Placówka pracuje normalnie, a nowy zarządca kontynuuje działalność medyczną finansowaną ze środków NFZ. Jak informuje obecny gospodarz, przekazanie szpitala przebiegło bez komplikacji. Pozyskanie wszelkich pozwoleń oraz cesji kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia pozwoliło na płynne świadczenie usług zdrowotnych dla mieszkańców powiatu rawskiego. Zasady obowiązujące w placówce, póki co, nie uległy zmianie. Według zarządcy, kolejne miesiące mają jedynie usprawnić i poprawić jakość oferowanych usług.– Jestem przekonany, że uda nam się zbudować nową jakość w zakresie ochrony zdrowia mieszkańców powiatu rawskiego oraz innych osób korzystających z usług naszego Szpitala – mówi Tomasz Kopiec, prezes zarządu AMG Centrum Medyczne. (5)
Skoro inwestor potężny, tak precyzyjnie wybrany przez Starostwo, to i jakość musiała być nowa. I tej Nowej Jakości będziemy przyglądać się w kolejnych odcinkach.

Cytowane fragmenty pochodzą z:
(1) Rynekzdrowia.pl, Rawa Mazowiecka: szpital wydzierżawiony, 19.XI.2013
(2) KochamRawe.pl, Rawski szpital wydzierżawiony!, 18.XI.2013
(3) eRawa.pl, To nigdy nie będzie klinika. To będzie szpital powiatowy…, 25.XI.2013
(4) KochamRawe.pl, Powiatowe sukcesy i porażki 2013, 29.XII.2013 
(5) eRawa.pl, Przekazanie szpitala przebiegło bez komplikacji, 11.I.2014

poniedziałek, 5 września 2016

Monopol władzy cz. 7


Równocześnie z procedurą wyłaniania dzierżawcy szpitala starostwo pracuje nad emisją obligacji. Jak wiadomo, każda restrukturyzacja kosztuje:  
Niemal 6 mln zł chce jeszcze w tym roku pozyskać powiat rawski dzięki emisji obligacji. Decyzję w tej sprawie podejmą dziś powiatowi radni.Wartość wyemitowanych w sześciu seriach obligacji ma wynieść 5,9 mln zł. Celem emisji jest spłata wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu zaciągniętych kredytów oraz finansowanie planowanego deficytu budżetu.Pieniądze na wykup obligacji mają być zabezpieczone w budżetach powiatu z lat 2013-2025, zaś sam wykup tych papierów dłużnych nastąpi w latach 2019-2025. (1)

 fot. erawa.pl

Lokalne media zauważają, że podpisanie umowy dzierżawy trochę się przeciąga. Władze powiatu stan rzeczy uzasadniają następująco :
Teraz starostwo powiatowe, jako organ prowadzący rawski szpital, daje sobie do dwóch tygodni na dokładne sprawdzenie zwycięskiej firmy, czy faktycznie jest ona wstanie zapewnić funkcjonowanie szpitala w Rawie na określonych w umowie warunkach i zainwestować w jego rozbudowę, a także modernizację ponad 20 mln zł. Jednym z najważniejszych aspektów, który zadecyduje o ostatecznym podpisaniu umowy i wydzierżawieniu szpitala jest zabezpieczenie w wysokości 4,6 mln zł. Dopóki władze powiatu nie będą przekonane, iż AMG posiada takie zabezpieczenie, które w przypadku niewywiązywania się z warunków umowy trafiłoby do budżetu powiatu, umowa nie zostanie podpisana.- Zarówno dla nas, jak i dla dzierżawcy ważne jest, aby ta procedura zakończyła się sukcesem, a szpital dalej funkcjonował – zaznacza Józef Matysiak. - Dla nas jest to istotne ze względów społecznych, a dla dzierżawcy przede wszystkim ze względów ekonomicznych. (2)
Wydzierżawienie rawskiego szpitala dostrzegają także media ogólnopolskie zajmujące się problematyką służby zdrowia: 
Dyrektor SP ZOZ w Rawie Mazowieckiej, Daniel Aptapski poinformował o wyłonieniu w drodze przetargu dzierżawcy nieruchomości szpitala oraz jego wyposażenia - firmy AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o.W ocenie dyrektora, dzięki tej decyzji szpital nie tylko będzie kontynuował udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych z NFZ, ale także pozyska niezbędne środki na istotne inwestycje, które zagwarantują mieszkańcom opiekę medyczną.Umowa dzierżawy szpitala zostanie podpisana na 30 lat. AMG Centrum Medyczne zagwarantuje prowadzenie w szpitalu działalności medycznej finansowanej ze środków publicznych. Co ważne, w momencie podpisania umowy przejmie też w trybie art. 23’ Kodeksu Pracy pracowników lecznicy oraz utrzyma ich zatrudnienie przez minimum 12 miesięcy.W trakcie dzierżawy firma sfinansuje koszty inwestycji niezbędnych do prawidłowego wykonywania działalności medycznej, w tym koszty pilnego remontu i budowy nowego pawilonu, które szacowane są na kilkanaście milionów złotych.Szpital w Rawie Mazowieckiej będzie drugą placówką, po szpitalu w Rykach, prowadzoną przez AMG Centrum Medyczne. Firma ta jest ponadto spółką celową A.M.G. Finanse - firmy doradczej działającej na polskim rynku od ponad ośmiu lat.- Doświadczenie i know-how A.M.G. Finanse zostaną bezpośrednio wykorzystane w funkcjonowaniu Szpitala w Rawie Mazowieckiej - mówi Tomasz Kopiec, prezes zarządu AMG Centrum Medyczne Sp. z o.o. oraz A.M.G. Finanse Sp. z o.o. (3)
Tymczasem w Rawie, chyba dla świętego spokoju, zagadnienie dzierżawy szpitala weszło pod obrady Rady Miasta:  
„Informacja o opiece zdrowotnej w mieście” – tak brzmiał jeden z punktów zaplanowanych na ubiegłotygodniową sesję Rady Miasta Rawa Mazowiecka. Temat, w okresie gruntownych zmian w rawskim szpitalu, wydawał się wyjątkowo interesujący. W praktyce, po przedstawieniu sprawozdania dotyczącego stanu opieki zdrowotnej w Rawie, nikt nie podjął ważnego tematu. Jest to o tyle dziwne, iż na obradach gościli zarówno przedstawiciele powiatu, jak i obecna dyrekcja szpitala. (…)– Byliśmy z dyrektorem Aptapskim bardzo zaskoczeni brakiem pytań. Świadczy to o braku zainteresowania lub posiadaniu pełnej wiedzy na temat tego, w jakiej sytuacji aktualnie znajduje się szpital – mówił po sesji Andrzej Latek, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej w Starostwie Powiatowym.Tematem nie był zainteresowany także burmistrz Rawy, Eugeniusz Góraj. Choć pewien czas temu sam głośno mówił o potencjalnych możliwościach ratowania rawskiego szpitala, dziś temat nie do końca przykuł jego uwagę.– Ja już tym tematem szpitala się nie interesuję, ponieważ jeśli się interesuję, to później są w stosunku do mnie różne uwagi, że po co, że to jest nie moje… (4)
Wydaje się, że dyrektor Latek oddał w pełni stan ducha burmistrza Góraja i miejskich radnych. Bowiem albo u podstaw takiej postawy leżał brak zainteresowania, albo pełny stan wiedzy. Doprawdy dziwi brak pytań i dyskusji. A było o co pytać, o czym w kolejnych odcinkach.

Cytowane fragmenty pochodzą z :
(1) KochamRawe.pl, Powiat rawski wyemituje obligacje, 27.IX.2013
(2) KochamRawe.pl, Umowa wciąż nie podpisana, 15.X.2013
(3) Rynek Zdrowia. pl, Rawa Mazowiecka: dzierżawca szpitala – wyłoniony, 16.X.2013
(4) eRawa.pl, Samorządowcy nie mieli pytań, 31.X.2013Q